piątek, 10 kwietnia 2009
Teraz szybko
Pusto. Tylko jakieś ptaki latają. Brudny materac. Gorąco w chłodzie, uszkodzony termostat. Misja niewypełniona, pot z czoła i pogoń za lodem. Poplątanie dróg, same ronda. Nie ma słońca, jest pani sprzątaczka. Zielony kikut wystaje z butelki. Bałagan i kurz. Miotła z trawnika, znaki zapytania krzyczące podnieceniem. Jest żelazko ale nie ma prasowania, złodziej siedzi cicho, byle nie wylazł. Zasłonka od prysznica. Woła już. Samolot byle nie odleciał beze mnie.
wtorek, 17 marca 2009
(g)reve national(e)
Partielle
Nie dość, że robię tu w ogóle inne studia niż w Polsce, na dodatek w dwóch obcych językach i na egzaminie wobec tego pozwalają mi mieć słownik francusko-polski to zapominam go zabrać ze sobą... Robie tłumaczenie jakiegoś europejskiego dekretu z angielskiego na żywca. Ale zdaje. Zdaje z tego samego powodu, z którego nie zabrałam słownika na egzamin - bo głowa w chmurach.... :)
24
Mummy miała urodzin
y to się urządziło polski wieczór kulinarny. A co! Były korniszony, pasztet, kiełbasa, makowiec, żubrówka, krupnik własnej roboty, barszcz z krokietem, bigos i kapusta z grzybami. Kasia wczuła
się w prawdziwą polską matronę w kuchni i wszystko było na cacy.
Towarzystwo mieszane, interkontynentalne, Bruno,
Tatiana i Tulio jako reprezentacja Ameryki połu
dniowej - Brazylia.
Adeline i Matthew jako pierwsza
drużyna miejscowych,
Sąsiad zza gór - Hiszpania i Miguel
, z kompanem zza cieśniny giblartarskiej.
i jej rod
ak Chad z zupełnie innej półkuli niż Younes, grający w dwuboju, jako konkurencja heterogeniczna starych kontynentów Francja-Maroko.
Wygląda jednak na to, że gdzieś na dnie oceanu mają wspólne korzenie...
y to się urządziło polski wieczór kulinarny. A co! Były korniszony, pasztet, kiełbasa, makowiec, żubrówka, krupnik własnej roboty, barszcz z krokietem, bigos i kapusta z grzybami. Kasia wczuła
się w prawdziwą polską matronę w kuchni i wszystko było na cacy.Towarzystwo mieszane, interkontynentalne, Bruno,
Tatiana i Tulio jako reprezentacja Ameryki połu
dniowej - Brazylia.Adeline i Matthew jako pierwsza
drużyna miejscowych,Sąsiad zza gór - Hiszpania i Miguel
, z kompanem zza cieśniny giblartarskiej.i jej rod
ak Chad z zupełnie innej półkuli niż Younes, grający w dwuboju, jako konkurencja heterogeniczna starych kontynentów Francja-Maroko.Wygląda jednak na to, że gdzieś na dnie oceanu mają wspólne korzenie...
Haaaaj....
Towarzystwo erasmusowe przeraża swoją drętwością co nawet mnie bardziej dziwi, niż gdyby był to jeden wielki sex drugs and rock'n roll. Ci ludzie kompletnie nie odpowiadają żadnemu z pomysłów na ludzi ciekawych swiata, jakikolwiek miałoby to wydzwiek. Jest siedzenie w knajpie nawet bez gadki! Gapienie się w pokal małego piwa, przez 4 godziny, nie ma dyskusji, nie ma zabawy, nie ma smiechów, kawałów, flirtów, nic, nic, nic! Porażka. Wczoraj widziałam ich po miesiacu przerwy, impreza urodzinowa, blackjack. Stypa! Dla mnie byla to pogaducha po polsku z Ania. Aaale mi tego brakowało!
niedziela, 8 lutego 2009
Ośrodki Narciarskie w Pirenejach cz.1
Miałam opisać 4 miejsca ale wczoraj zamiast do La-Pierre-Saint-Martin zabrali nas znowu do Cauterets, bo autokar ponoć by nie podjechał pod górkę w St.Martin. Do Cauterets zresztą zakładaliśmy łańcuchy jak nas postawiło w poprzek na zakrecie a po prawej mielismy 30 centymetrów do przepasci. Tak serio to moze z autokarem nie ma zartów bo to w koncu jeden z najniebezpieczniejszych srpdków transportuyale co do samochodów to troche przesadzaja, raz prawie odwołali wyjazd bo spadł snieg i nie bylo samochodow z lancuchami zeby pojechac,pozwolili jechac jak kupimy lancuchy. Mniejsza o to. Małe podsumowanie 3 stacji narciarskich w Pirenejach:
1. Cauterets
2. Gourette
Tu zawsze jezdzimy w czwartki i nigdy nie mam dosyć! Są tu i baaaaaaaaardzo szerokie trasy, i bordercross, i porządnie wybierające czerwone, i malownicza, spokojna długa zielona trasa i troche niespodzianek, zróżnicowane niebieskie, slalom oraz hors-piste czyli free ride. Super klimatyczna knajpka przy kasach, następnym razem sprawdzę nazwę. Polecam do nauki,mozna spokojnie zacząć od zielonej trasy, wjazd kabiną,
potem spróbowac niebieską. Są tez dywaniki więc nie będzie to nauka na głębokiej wodzie. No chyba, że ktoś chce. To może. (Polecam;-)) Samo miasteczko jest niezbyt urokliwe, to jedyny minus, żeby czepialscy mieli coś dla siebie.
3. Luz-Ardiden
Duża stacja z bardzo dobrze przygotowanymi trasami, dobrze oznakowanymi, przepiękne widoki i duzo porządnego zimowego szaleństwa, snow park, half-pipe. Byłam tam raz, było fantastycznie i koniecznie chcę tam wrócić. Długie trasy z zakrętami, czyli to co lubię.

1. CauteretsZ miasta wjeżdża się do stacji szybkimi kabinami do których na dole jest ogrooooomna kolejka między koło 10. Czeka się przynajmniej godzine, ogromne kolejki do kas, szczególnie w weekendy, wiadomo. W Pirenejach przydaje się mieć kartę chipowią N-Py, dzięki ktorej zawsze wchodzi się bez kolejki boczną bramką i karta jestskorelowana z kontem bankowym wlasciciela, przy przechodzeniu przez bramke, sciąga z konta odpowiednią sumę (zniżkową). Wygodne. A jeszcze wygpodniejsze jest jezdzenie z uniwerkiem. Studencki całodniowy zamiast 22, kosztuje 14 i tez jak sie ladnie usmiechniesz ze grupa ma zbiórke za 10 min na górze, to wchodzisz bez kolejki. Karnet sprawdzany jest tylko raz, na dole, potem wszystkie wyciągi są bezproblemowe i nie ma bramek. U góry juz nie czeka się w kolekjach, kazda kanapa ma boczne wjazdy dla pojedynczych jeźdzców więc idzie bardzo szybko. Problem w tym ze trasy mogą się szybko znudzić. Stacja jest polozona wysoko i
za kazdym razem jak tam bylam to na szczycie psuła się widoczność. Plan przedstawia trochę tras niebieskich, kilka czerwonych i 2 bodaj czarne. Któregos dnia jezdzilam po wszystkim, bez mapy. Nie ma wielkiem roznicy miedzy trasą niebieską a czarną. Ja bym tak na prawde wszystkie trasy wyceniła nam na czerwone. Poza tym nie ma zbytniego zróżnicowania w charakterze tras. Dolinka, wszystkie trasy prowadzą do niezbyt ciekawego Accueil, bez specjalnych fajerwerków w knajpach i bez klimatu. Polecam średnio.
za kazdym razem jak tam bylam to na szczycie psuła się widoczność. Plan przedstawia trochę tras niebieskich, kilka czerwonych i 2 bodaj czarne. Któregos dnia jezdzilam po wszystkim, bez mapy. Nie ma wielkiem roznicy miedzy trasą niebieską a czarną. Ja bym tak na prawde wszystkie trasy wyceniła nam na czerwone. Poza tym nie ma zbytniego zróżnicowania w charakterze tras. Dolinka, wszystkie trasy prowadzą do niezbyt ciekawego Accueil, bez specjalnych fajerwerków w knajpach i bez klimatu. Polecam średnio.2. Gourette
Tu zawsze jezdzimy w czwartki i nigdy nie mam dosyć! Są tu i baaaaaaaaardzo szerokie trasy, i bordercross, i porządnie wybierające czerwone, i malownicza, spokojna długa zielona trasa i troche niespodzianek, zróżnicowane niebieskie, slalom oraz hors-piste czyli free ride. Super klimatyczna knajpka przy kasach, następnym razem sprawdzę nazwę. Polecam do nauki,mozna spokojnie zacząć od zielonej trasy, wjazd kabiną,
potem spróbowac niebieską. Są tez dywaniki więc nie będzie to nauka na głębokiej wodzie. No chyba, że ktoś chce. To może. (Polecam;-)) Samo miasteczko jest niezbyt urokliwe, to jedyny minus, żeby czepialscy mieli coś dla siebie.3. Luz-Ardiden
Duża stacja z bardzo dobrze przygotowanymi trasami, dobrze oznakowanymi, przepiękne widoki i duzo porządnego zimowego szaleństwa, snow park, half-pipe. Byłam tam raz, było fantastycznie i koniecznie chcę tam wrócić. Długie trasy z zakrętami, czyli to co lubię.

***
We wrancji najlepiej się jezdzi koło południa, gdy wszyscy jędzą swoje sandwiche na dejeuner. Trasy są puste bo wszyscy siedzą w barach. Poza "midi" bary są praktycznie puste. Nigdy tego nie zrozumiem, wszyscy jak jeden tłumon....
środa, 4 lutego 2009
PAU







Zostaję tu na drugi semestr, przynajmniej do końca roku akademickiego więc ciąg dalszy bloga nastąpi... A teraz mała relacja wspomnieniowa z jednych z pierwszych spacerów bo bulwarze pirenejskim... i zdjęcie Kasi z wędrówki po górach... i z wieczorku guitarra espagnola urodziny Amai 17 listopada:)... i z przyjazdu Pawła z Anglii z autem zawalonym kartonami, które wwoziliśmy jedyną działającą windą jeszcze wtedy na 11 piętro, trzeba było zobaczyc miny wkurzonych chinczyków - szkoda ze nie zrobilam zdjecia!!!) a trwało to przynajmniej 2 godziny. Przyjąwszy kilkaset kilo w objętościowo niemałych kartonach mój pokój zmniejszył swoją powierzchnię kwadratowąz 8 do 3 m.... i z wieczorku guitarra espagnola urodziny Amai 17 listopada:)
Z półki a z lodówki
Jaka jest różnica między kupieniem powerada z półki sklepowej a z lodówki?
Odpowiecie pewnie, że przyjemniej wypić zimny i ot taka właśnie.
A nie, bo jest jeszcze różnica w cenie, 0,50E co aktualnie robi ponad 2,50zł.
Uśmiałam się po pachy, pan sklepowy w Casino już mnie nie lubi.
Odpowiecie pewnie, że przyjemniej wypić zimny i ot taka właśnie.
A nie, bo jest jeszcze różnica w cenie, 0,50E co aktualnie robi ponad 2,50zł.
Uśmiałam się po pachy, pan sklepowy w Casino już mnie nie lubi.
Ze skrajności w skrajnośc
Nie poznajesz?
Wieczorem w Leclercu, po całym dniu na stoku podchodzi do mnie od tyłu czarny wylansowany koles. Nie poznajesz mnie? Minęłaś mnie bez reakcji. "Ah cześć! Oczywiście ze cie poznaje!" [a wcale nie, tylko czułam, że kurna lepiej by było żebym poznawała tym razem. Liczyłam ze mnie olśni, ze się domyslę z tego, o czym będzie do mnie mówił, i skojarzę fakty. Istotnie, udało się, na szczęście i mam nadzieję, że nie wyszło aż tak źle. To był ten Kongijczyk od stopa do Biarritz i od narzeczonej, którą spotkałam w wesołym miasteczku]. Pau jest za małe. Ale jest blisko na narty! :)
Nagły Intensywny Chaos - Ewakuacja Agaty
Tyle posiedziałam na święta w Polsce, że guzik mnie widzieli. Ja ich nie więcej. Zgodnie z impulsem kupiłam kuszetkę do Berlina na 31 grudnia a stamtąd samolot do Nicei na sylwestra. Padało, wszyscy narzekali, że zimno, a mi było tak ciepło haha! Jak ktoś lu
bi dużo fajerwerków, to lepiej zostać w Polsce, nawet na wsi:) A jak ktoś lubi pójść na spacer promenadą anglików 1 stycznia z samego rana po wschodzie i byc pierwszą osobą w 2009 pijącą pyszne cappuccino (mają! prawdziwe! bo to w końcu dawna Italia) na samej plaży w Nicei, to może już t
ylko mi pozazdrościć albo zrobić to w 2010:)
Zapraszamy do szafy, która zawiezie na 2,3,4 lub 6 piętro:) - W budynku w krórym mieszkałam w Nicei:)
Ale żeby stamtąd wrócić do mojego zapyziałego Pau (co po portugalsku znaczy kutas, więc Brazylijczycy mówią znajomym, że pojechali po prostu w Pireneje do Francji) przesiadając się dwukrotnie na inne pociągi i w jednym siedząc na podłodze z braku miejsc, płacisz tyle co za 4 ryanary. Poruta, 86E za bilet powrotny do Pau, 11h drogi. Bojkotuję pociągi we Francji!!! Kupie sobie samochód i już!
bi dużo fajerwerków, to lepiej zostać w Polsce, nawet na wsi:) A jak ktoś lubi pójść na spacer promenadą anglików 1 stycznia z samego rana po wschodzie i byc pierwszą osobą w 2009 pijącą pyszne cappuccino (mają! prawdziwe! bo to w końcu dawna Italia) na samej plaży w Nicei, to może już t
ylko mi pozazdrościć albo zrobić to w 2010:)Zapraszamy do szafy, która zawiezie na 2,3,4 lub 6 piętro:) - W budynku w krórym mieszkałam w Nicei:)
Ale żeby stamtąd wrócić do mojego zapyziałego Pau (co po portugalsku znaczy kutas, więc Brazylijczycy mówią znajomym, że pojechali po prostu w Pireneje do Francji) przesiadając się dwukrotnie na inne pociągi i w jednym siedząc na podłodze z braku miejsc, płacisz tyle co za 4 ryanary. Poruta, 86E za bilet powrotny do Pau, 11h drogi. Bojkotuję pociągi we Francji!!! Kupie sobie samochód i już!
wtorek, 3 lutego 2009
Barcelona przed gwiazdką

Święta miałam spędzić we Francji, może z kimś kto mnie przygarnie, może sama. Szybko jednak zauważyłam, że tu raczej nie ma takiej tradycji, że na święta nie zostawia się ludzi samych.
Listopad nie był najszczęśliwszym miesiącem.. Do czego już się przyzwyczailiśmy na naszej półkuli myślę.. Pogoda się zepsuła, padało 2 razy w ciągu tygodnia. Raz przez 4 dni, raz przez 3.
Do tego miałam serdecznie dość wszelkiej maści samców napotykanych tu i tam. Był to tez miesiąc przemyśleń, miałam w głowie mały wulkan.
I zaczęłam kombinować. Loty drogie ale rozwiązanie się znaleźć musi. Znalazłam lot bezpośredni Easy Jetem z Barcelony do Poznania. Kupiłam. Jak się dostanę do Barcy? Przecież są jacyś Hiszpanie na Erasmusie to na pewno któryś ma samochód i będzie jechał do domu na święta i mnie zabierze. No i istotnie, było paru Hiszpanów, ale to to, to tamto....
W rezultacie pojechałam z Jeorge, który mieszka w Madrycie i wysadził mnie w połowie drogi (w Zaragozie) o 22:00 i stamtąd miałam dojechać nocnym pociągiem, być o 8:30 w Barcelonie czyli cacy. Ale mój pociąg odwołali. Wykombinowałam więc ichniego "pekaesa" ale z lądowaniem o 4 w nocy w Barcy. Na dworcu w poczekalni nie można było zamykać oczu bo przychodzili z rózgą. Kimanie zabronione. Bez jaj. Więc nici z drzemki, całe szczęście, myślałam sobie, że
nie wzięłam autobusu który wyjeżdża o 4 i jest na miejscu o 7, jak myślałam na początku żeby się w zdrzemnąć przed odjazdem. Potem jednak się okazało ze nie było żadnej dobrej opcji bo wysiadka o 4 rano na dworcu w Barcelonie, bez mapy, bez noclegu, z bagażami (między innymi cały mój sprzęt foto z laptopem i prezenty swiateczne), gdzie w schronisku nikt nie odbierał telefonu a taksówkarz powiedział żebym nie szła sama bo to najniebezpieczniejsza dzielnica i na dodatek myśląc tylko o spaniu to nie była najprzyjemniejsza przygoda. Dostałam się na Arago, stara kamieni
ca, nie wyglądało na hostel. Drzwi główne b
yły na szczęście otwarte. Ale hostel nie, i nikt nie otworzył. Gapiłam się tylko w judasza, chcąc się przez niego przecisnąć do środka. Ostatecznie usiłowałam nie zasnąć na tej klatce schodowej, ale nie mam pojęcia czy mi się udało, czy nie. O 6 miałam szczęście, angole wychodzili na samolot wiec wślizgnęłam sie do srodka i walnęłam na kanape w salonie. I tak spałam do 10 jak już było całkiem gwarno. No, z pobudką o 8:30, tata pytał czy dojechałammoim nocnym pociągiem namiejsce i wszystko dobrze. Podejrzewam, że odpowiedziałam "tak tato, wszystko dobrze".
Swoją drogą hostel rewelacyjny. 10 Euro za noc, darmowe wi-fi, 2 kompy, kuchnia do dyspozycji, lazienki w porzo, woda gorąca, atmosfera przyjemna, 2 kroki od centrum (niecałe 10min do Placa Catalunia) - Sant Jordi Hostel, Arago 268 i 20 min pieszo do dworca autobusowego (estacione nord) skąd odjezdzaja au
tobusy na lotnisko w Gironie. (12 E w jedną stronę).Złaziłam Barce pieszo, bylo cieplutko, miałam tam kilka dni, od 20 do 24 grudnia.
Idąc Ramblą któregoś dnia, sama, nagle wyrasta przede mną facet koło 40 z pytaniem czy jestem polką, bo jemu tak sie wydaje, bo był w Polsce wiere razy i jest zauroczony. Zdziwiona "taak" kontroluję torebkę (standard;-)), chciał postawic mi pare (sic!) kaw i zabrac do Muzeum Picassa, khem.. a
jak nie to powiedział, żebym mu dała swoj adres to mnie odwiedzi bo duzo podróżuje... I ta pianka od cappucino przy jego wardze... bleh!Zostawiłam gościa i poszłam do magika. Zabrał mi płaszcz i robił na nim jakies czary-mary. Włócząc się tak po Barcelonie, spotkałam dotrzymującego mi kroku agenta, również słóżb specjalnych, najwidoczniej dostalismy wzajemną misję;-) Ot tak świat jest mały, i ludzie czasem się mijają na ulicy... różnych krajów. Mus
ieliśmy omówic interesy więc poszlismy razem na obiad. Nigdy nie chodzcie na obiad na Rambli!!! Chyba, że na rządowy portfel;-) W kazdym razie podniebienie miało swoje święto. Zamówilismy małą paellę na pół i chcielismy na przystawke posmakowac jakis mix tapas. Kelner juz sie nami zajął. Przyniosl talerz kalmarów, krewetek, nadziewanych papryk, szynki z karaibów, jakis kanapek itd. Na muszelce małża ułożyły się smiesznie cyfry 76, poważnie, smielismy się, że to znak. i ows
zem. Na tyle opiewał rachunek (w euro!!!). Oczywiscie nie zapłacilismy, bo co to ma byc. Chcielismy żeby facio wyłysiał, ale już był łysy. Okazało się, ze dał nam wszystkei dania z karty jakie figurująw przystawkach. W liczbie 6. Zapłacilismy po bożemu za 2 przystawki, po jednej na osobe i za paelle. Koniec basta. Ale niesmak pozostał.
sobota, 31 stycznia 2009
CAF
We Francji oczywiscie socjalnie, dofinansowanie do mieszkania, wcale niemało! ok 30% ALE niektórzy w ogóle wniosków nie zkładali bo im się nie chciało babrac z tym wszystkim. U mnie procedura nadal trwa... Bo najpierw dowiadujesz sie ze potrzeba 3 dokumentów,skłądasz, wypełniasz wniosek. Potem przysylaja ci list ze potrzeba jeszcze 4 i 5 dokumentu. Zanosisz. Czekasz. Dostajesz list ze jeszcze chcą 6ty. I dwa dni pozniej jeszcze jeden list bo im sie przypomniało, że jeszcze 7 dokument. Po 2 miesiacach sie przeprowadzałam więc ponownie wszystko wypełniałam. Ale juz dokumenty moje mają wiec na rozum rzecz biorąc po kiego czorta wszystko dawac jeszcze raz. Albo inaczej, czemu jednych nie trzeba juz dawac, a inne trzeba dawac jeszcze raz? nie pojmiesz...
A potem moje dofinansowanie zostało zatrzymane bo nie bylo poswiadczenia posiadania odpowiedniej ilosci srodków na utrzymanie się. A dałam 2 takie zaswiadczenia, że dostaje stypendium erasmusa tyle i tyle. Ale nie. Bo to chodzilo o napisanie ręcznie zdania "ja, taka i taka, poswiadczam, ze mam odpowiednią ilosc srodków finansowych. Podpis, data.". i o to było tyle zachodu. Moze w takim wypadku przestaje dziwic ze oni muszą robic przerwe w poludnie od pracy bo kto by to wytrzymał...
A potem moje dofinansowanie zostało zatrzymane bo nie bylo poswiadczenia posiadania odpowiedniej ilosci srodków na utrzymanie się. A dałam 2 takie zaswiadczenia, że dostaje stypendium erasmusa tyle i tyle. Ale nie. Bo to chodzilo o napisanie ręcznie zdania "ja, taka i taka, poswiadczam, ze mam odpowiednią ilosc srodków finansowych. Podpis, data.". i o to było tyle zachodu. Moze w takim wypadku przestaje dziwic ze oni muszą robic przerwe w poludnie od pracy bo kto by to wytrzymał...
wtorek, 27 stycznia 2009
AC/DC
Działają palniki w kuchni, kupili 4 nowe na 6. Nie ma dobrze. Nikt nigdy nie wie, który włącznik jest do czego, w którą stronę przekręcać na wyższą moc i co ile minut trzeba naciskać na guzik prądu. Ze względów bezpieczeństwa co jakiś bliżej nieokreślony czas w czasie gotowania wszystko się wyłącza, tak oto spieprzył mi się makaron...
Gotuję. Bo taniej. Bo nie powiem ze jest to coś superfajnego w takich warunkach, ze wszystko trzeba wynosic do kuchni, a potem czasem wracac z tobołemi umierac z głodu bo chinczyki bawią się w gotowanie. Jak tak jest to jest ich tam przynajmniej z 6-7 na raz i od razu cos do ciebie krzyczą i tłumaczą ale to nigdy nie ma nóg ani rąk. Ostatnio wchodzę, stoje z tymi garami, pelno dziwnych przyrządów w kuchni,palniki i zlew zajęte. I 3 skosne na raz zaczynaja mi tlumaczyc cos o innej kuchni w ktorej cos trzeba nacisnąc i jest otwarte okno...
W stołówkach akademickich jedzenie to ściema jakaś, obojętnie co jesz, ma taki sam smak. Albo raczej ma taki sam niesmak. Ryba, kurczak, wołowina, indyk... Ale kosztuje 2.85E. Ale laVague jest centrum spotkań erasmusów.
Gotuję. Bo taniej. Bo nie powiem ze jest to coś superfajnego w takich warunkach, ze wszystko trzeba wynosic do kuchni, a potem czasem wracac z tobołemi umierac z głodu bo chinczyki bawią się w gotowanie. Jak tak jest to jest ich tam przynajmniej z 6-7 na raz i od razu cos do ciebie krzyczą i tłumaczą ale to nigdy nie ma nóg ani rąk. Ostatnio wchodzę, stoje z tymi garami, pelno dziwnych przyrządów w kuchni,palniki i zlew zajęte. I 3 skosne na raz zaczynaja mi tlumaczyc cos o innej kuchni w ktorej cos trzeba nacisnąc i jest otwarte okno...
W stołówkach akademickich jedzenie to ściema jakaś, obojętnie co jesz, ma taki sam smak. Albo raczej ma taki sam niesmak. Ryba, kurczak, wołowina, indyk... Ale kosztuje 2.85E. Ale laVague jest centrum spotkań erasmusów.
poniedziałek, 26 stycznia 2009
Rzucam tę robotę
Pierwsze narty na horyzoncie, sms od K., jest śnieg, są warunki, uniwerek organizuje pierwszy wypad do Cauterets. No to jedziemy! Nie wstanę o 6 skoro jak kończę prace o 2 w nocy, wiec ktoś musi odejść. Podziękowałam ładnie w knajpie i dobrze, bo marne 6 euro za godzinę na rękę, przy czym za ok 4h w tygodniu nadgodzin robić za darmo i ze szmatą i wybielaczem to ja wole 100 razy moje kochane korki w Polsce, przynajmniej dają mi satysfakcje i przydają się. I nie zaliczam tylu wpadek ... jak zrzucenie tortu 2 razy na tego samego gościa, wylania sosu z talerza na podłogę przed podaniem dania na stół itd...
Podsumowując zwyczaje jedzeniowe francuzów:
- goscie nie siadają gdzie popadnie tylko czeka sięna zaproszenie do konkretnego stolika
- woda i chleb są podawane zawsze bezpłatnie. Bez chleba się do obiadu nie obędą.
- ok 65% zamawia aperitif
- większośc obiadów wielo-daniowa, nawet 3-4 plus deser, na który często biorą tależ serów
- w menu są zawsze "formuły za ileśtam" i masz do wyboru z 3 dan i w pakiecie to i tamto ale juz nie to. i cieszą się dużym powodzeniem.
- kawę zawsze piją PO deserze a nie do. Espresso z cukrem. 2 razy miałam zamówienie na noisette (orzeszek) czyli espresso z kroplą zimnego mleka.
- 85% zamawia wino do posiłku, ale mało kto przywiązuje wagę do tego jakie. Zdarzały się dziwne mariaże, różowy "pichet" czyli sikacz z kija do czerwonego mięsa z grilla albo do tegoż samego, słodkie jurancon.
- 80% zamawia mięso krwiste. Są 4 kategorie krwistosci: bleu (prawie surowe!), saignant, a point, bien cuit. Trzeba brac pod uwage ze zawsze trzymają je na ruszcie krócej:)
- Siedzą godzinami, to prawda
- Młode parki nie dają napiwków
- W ogóle dają mało i małe napiwki.
- Często płacą czekiem i tymi dziwnymi bilecikami promocyjnymi "ticket restaurant" albo tym i tym na raz, połapac sie nie mozna bo jeszcze każdy płąci czesto za siebie.
- miejsce na uwagi, które przypomną mi się później
Podsumowując zwyczaje jedzeniowe francuzów:
- goscie nie siadają gdzie popadnie tylko czeka sięna zaproszenie do konkretnego stolika
- woda i chleb są podawane zawsze bezpłatnie. Bez chleba się do obiadu nie obędą.
- ok 65% zamawia aperitif
- większośc obiadów wielo-daniowa, nawet 3-4 plus deser, na który często biorą tależ serów
- w menu są zawsze "formuły za ileśtam" i masz do wyboru z 3 dan i w pakiecie to i tamto ale juz nie to. i cieszą się dużym powodzeniem.
- kawę zawsze piją PO deserze a nie do. Espresso z cukrem. 2 razy miałam zamówienie na noisette (orzeszek) czyli espresso z kroplą zimnego mleka.
- 85% zamawia wino do posiłku, ale mało kto przywiązuje wagę do tego jakie. Zdarzały się dziwne mariaże, różowy "pichet" czyli sikacz z kija do czerwonego mięsa z grilla albo do tegoż samego, słodkie jurancon.
- 80% zamawia mięso krwiste. Są 4 kategorie krwistosci: bleu (prawie surowe!), saignant, a point, bien cuit. Trzeba brac pod uwage ze zawsze trzymają je na ruszcie krócej:)
- Siedzą godzinami, to prawda
- Młode parki nie dają napiwków
- W ogóle dają mało i małe napiwki.
- Często płacą czekiem i tymi dziwnymi bilecikami promocyjnymi "ticket restaurant" albo tym i tym na raz, połapac sie nie mozna bo jeszcze każdy płąci czesto za siebie.
- miejsce na uwagi, które przypomną mi się później
wtorek, 2 grudnia 2008
Cuisine
Wszystko ładnie pięknie tylko w mojej kuchni nie działają kuchenki. W pokoju mojej przenośnej tez nie mogę używać bo gdy ją włączam wysiadają korki. A jak we Francji coś się zepsuje to zostawiają status quo, zamiast naprawić, tak jak winda w Corisandzie. Wiec jak zwykle cos, jakis szkopuł musi byc. Przełączyłam się do innego gniazdka i działa mniejszy palnik. Kupilam sobie woka, tworze hybrydy kuchni polsko-francusko-agatkowej. Trochę podpatrzyłam pracując w restauracji, moim celem jest zrobienie dobrego creme brulee. Potrzebny mi mikser. Dzis byly kotlety z pełnego ziarna z emmentalem na marchewce w ziolach prowansalskich z gałką muszkatułową i mojej nowej oliwie a do tego Col de l'Estrade Saint-Chinian-Roquebrun 2006 (40% syrah, 30% grenache, 20% murvedre, 10% carignan). Wino jest prawie czarne, nie mogę się opanowac mimo, że jest trochę za zimne. Ziołowe, orzechowe, taniczne, trzeba było dodac oliwki do mojego obiadku to pasowałoby jeszcze lepiej.
piątek, 28 listopada 2008
Przeprowadzka
Nie mogłam tego pozostawić bez komentarza.
Dziś pierwsza noc w nowym lokum!!!
Tak się doczekać nie mogłam, ze mimo ze jutro mogę mieć 2 samochody żeby wszystko przewieźć to dziś robiłam rundy rowerem w te i powrotem. Oczywiście przywiozłam sobie gazetę i książkę. Do nowej łazienki :)
Dziś pierwsza noc w nowym lokum!!!
Tak się doczekać nie mogłam, ze mimo ze jutro mogę mieć 2 samochody żeby wszystko przewieźć to dziś robiłam rundy rowerem w te i powrotem. Oczywiście przywiozłam sobie gazetę i książkę. Do nowej łazienki :)
Co chodzi parami
Na 5 nocnych klubów w Pau podobno 2 są gejowskie.
Nie wiem ilu jest tu homoseksualistów, mówią, że dużo, ja nie widziałam.
Wiem za to że jest dużo złodziei.
Feralny tydzień.
Zaczęło się od wypadku na rowerze. Siniaki, potłuczenia i obtarcia.
Potem wsiąkł mi telefon komórkowy, prawdopodobnie wyciągnięty z kieszeni płaszcza. Straciłam wszystkie kontakty. Dobrze tylko ze miałam abonament bo dostałam sima z tym samym numerem.
Tego samego dnia, gdy byłam w pracy, ukradli mi rower sprzed drzwi restauracji. O 2 w nocy zastałam sam łańcuch. Tak, ten zdezelowany rower który myślałam żeby nawet wyrzucić bonie miałam sumienia go komuś sprzedawać z uwagi na zwykle bezpieczeństwo. Wszystko nbylo juz w tym gracie zdezelowane i pokrzywione. Po wypadku juz w ogole. Lancuch spadał przy kazdym nieprecyzyjnym ruchu krzywymi pedałami, nie mówiąc obraku chamulców i gibającej się kierownicy.
Przeprowadzic sie nie moglam bo miejsc niby nie ma.
Po tym wszystkim miałam ochotę wracac do domu, do mamy.... Na dodatek od tygodnia nie przestawało padac...
Ale równowaga musi byc.
W tym samym momencie co wyszło słonce dowiedzialam sie ze jest dla mnie pokój w akademiku z lazienką. Dostalam górala od znajomego (ma troche zbyt dobry przedni chamulec....), 2 dni później znalazlam komórkę na ulicy. Motorolę, całkiem niezłą (!!!) Nie żartuję.
Uśmiałam się po pachy. Oczywiscie chciałam zadzwonic do kogos z kontaktow zeby oddac wlascicielowi ale byla wylaczona. Wlaczylam i trafiłam z kodem (nie byl trudny...) dzwonie do "moja żona" ale nie ma kasy na koncie wiec dzwonie ze swojej komórki. Laska juz przez telefon mnie wnerwila. Mówie ze jestem w pracy teraz i jutro mogą odebrac. A ona bezczelnie ze nie, ze ona zaraz przyjedzie bo oni potrzebuja dzis ta komórke. Przyszla, wziela i poszla. Niewychowani ci francuzi....
Nie wiem ilu jest tu homoseksualistów, mówią, że dużo, ja nie widziałam.
Wiem za to że jest dużo złodziei.
Feralny tydzień.
Zaczęło się od wypadku na rowerze. Siniaki, potłuczenia i obtarcia.
Potem wsiąkł mi telefon komórkowy, prawdopodobnie wyciągnięty z kieszeni płaszcza. Straciłam wszystkie kontakty. Dobrze tylko ze miałam abonament bo dostałam sima z tym samym numerem.
Tego samego dnia, gdy byłam w pracy, ukradli mi rower sprzed drzwi restauracji. O 2 w nocy zastałam sam łańcuch. Tak, ten zdezelowany rower który myślałam żeby nawet wyrzucić bonie miałam sumienia go komuś sprzedawać z uwagi na zwykle bezpieczeństwo. Wszystko nbylo juz w tym gracie zdezelowane i pokrzywione. Po wypadku juz w ogole. Lancuch spadał przy kazdym nieprecyzyjnym ruchu krzywymi pedałami, nie mówiąc obraku chamulców i gibającej się kierownicy.
Przeprowadzic sie nie moglam bo miejsc niby nie ma.
Po tym wszystkim miałam ochotę wracac do domu, do mamy.... Na dodatek od tygodnia nie przestawało padac...
Ale równowaga musi byc.
W tym samym momencie co wyszło słonce dowiedzialam sie ze jest dla mnie pokój w akademiku z lazienką. Dostalam górala od znajomego (ma troche zbyt dobry przedni chamulec....), 2 dni później znalazlam komórkę na ulicy. Motorolę, całkiem niezłą (!!!) Nie żartuję.
Uśmiałam się po pachy. Oczywiscie chciałam zadzwonic do kogos z kontaktow zeby oddac wlascicielowi ale byla wylaczona. Wlaczylam i trafiłam z kodem (nie byl trudny...) dzwonie do "moja żona" ale nie ma kasy na koncie wiec dzwonie ze swojej komórki. Laska juz przez telefon mnie wnerwila. Mówie ze jestem w pracy teraz i jutro mogą odebrac. A ona bezczelnie ze nie, ze ona zaraz przyjedzie bo oni potrzebuja dzis ta komórke. Przyszla, wziela i poszla. Niewychowani ci francuzi....
czwartek, 20 listopada 2008
Mieszkanie
Natknęłąm się w sieci na relacje z pobytu w Pau. Dziewczyna poleca akademik Corisonde d'Andoins. Co za bzdura... Jest to po prostu najtańsza opcja, ale przy tym taki syf jaki ciężko w Polsce znaleźc nawet w najgorszej dziurze. Za to, jakie tu są warunki, to jest tak na prawde straszliwie drogo. Najlepiej starac sie o wyremontowany Gaston Phoebus jesli nie chce się mieszkac z kims. Pokoje są malutkie ale kazdy ma wlasna lazienke! Kuchnia jest wspolna wiec nie traci sie na kontaktach.
Alternatywą jest wynajęcie mieszkania poza CROUS'em czyli poza uniwersyteckimi. Wtedy oczywiscie w 2 lub kilka osób. Warto jednak mysle zobaczyc te mieszkania wczesniej bo tu często mozna trafic na zakalec. Kasowo wychodzi podobnie do akademików a przynajmniej ma się wieszy spokój i miejsce gdzie mozna zaprosic znajomych lub kogos przenocowac. Akademickie klitki sie do tego nie nadaja. Nie raz nie mielismy sie gdzie podziac bo do wiekszego pokoju w akademiku gdzie mozna by posiedziec sobie, trzeba skladac podanie o wydaniu kluczy tylko jak jest dyrektor i najpozniej dzien wczesniej ale poza sobota i niedziela bo od poniedzialku jest nowa lista a w niedziele nikt nie pracuje.
Alternatywą jest wynajęcie mieszkania poza CROUS'em czyli poza uniwersyteckimi. Wtedy oczywiscie w 2 lub kilka osób. Warto jednak mysle zobaczyc te mieszkania wczesniej bo tu często mozna trafic na zakalec. Kasowo wychodzi podobnie do akademików a przynajmniej ma się wieszy spokój i miejsce gdzie mozna zaprosic znajomych lub kogos przenocowac. Akademickie klitki sie do tego nie nadaja. Nie raz nie mielismy sie gdzie podziac bo do wiekszego pokoju w akademiku gdzie mozna by posiedziec sobie, trzeba skladac podanie o wydaniu kluczy tylko jak jest dyrektor i najpozniej dzien wczesniej ale poza sobota i niedziela bo od poniedzialku jest nowa lista a w niedziele nikt nie pracuje.
wtorek, 18 listopada 2008
Bleus
Koleś od roweru jest podejrzany...
To może być prawda co mi mówią.
Sprzedał mi rower bez hamulców a następnego dnia poszła dętka. Kasi to samo.
I ciągle się pyta jak tam rower i oferuje si, że naprawi. Jak już kilka razy prawie się przez te hamulce zabiłam to mowie mu a weź napraw i daj mi sprawny jak należy. No i pisze mi sms'a ze będzie mnie to kosztowało 5Euro bo coś tam cos tam... Jak Aissa sie dowiedział, ze w ogóle z tym kolesiem rozmawiam puknął mnie w czoło. Powiedział, zobaczysz, on tak robi, jedno naprawia,drugie sie psuje i tak będzie ciągle za Tobą łaził. No i faktycznie tak naprawił ze ja cie kręcę, a następnego dnia w kole nie miałam powietrza....
Zresztą oni wszyscy to są takie majstry od siedmiu boleści, nie to co nasze polskie chopaki.
W kocu kucharz ode mnie z pracy zareklamował się jako urodzony na rowerze, że mi to wszystko zrobi. I zrobił. Tylko że tak, że potem miałam wypadek na skrzyżowaniu bo zerwał mi się łańcuch i wyleciałam w przód na ulicę i na ten pojazd auto podobny, jest cały powykrzywiany, a ja poobijana i lekko zszokowana... coś czuje, że będą mi się śniły dziś te światła samochodu, który mnie prawie rozjechał i mało przekonujący pisk hamulców na mokrej deszczowej drodze,wszystko widziane z perspektywy jeża przechodzącego przez jezdnię...
Dziś zasuwałam w moich narciarskich ciuchach bo wszystko się moczy tak pada...
Sen o Francji wydaje się dziś być zwykłą medialną czy książkową czy jakąkolwiek inną ale jednak zwykłą mżonką.
Nie kupujcie starych rowerów.
Nowych też nie bo wam ukradną. (wszędzie mozna tu znalezc poprzyszepiane albo same koła albo rowery bez siodełek).
W ogóle najlepiej to trzymajcie się daleko od arabskiej Francji...
To może być prawda co mi mówią.
Sprzedał mi rower bez hamulców a następnego dnia poszła dętka. Kasi to samo.
I ciągle się pyta jak tam rower i oferuje si, że naprawi. Jak już kilka razy prawie się przez te hamulce zabiłam to mowie mu a weź napraw i daj mi sprawny jak należy. No i pisze mi sms'a ze będzie mnie to kosztowało 5Euro bo coś tam cos tam... Jak Aissa sie dowiedział, ze w ogóle z tym kolesiem rozmawiam puknął mnie w czoło. Powiedział, zobaczysz, on tak robi, jedno naprawia,drugie sie psuje i tak będzie ciągle za Tobą łaził. No i faktycznie tak naprawił ze ja cie kręcę, a następnego dnia w kole nie miałam powietrza....
Zresztą oni wszyscy to są takie majstry od siedmiu boleści, nie to co nasze polskie chopaki.
W kocu kucharz ode mnie z pracy zareklamował się jako urodzony na rowerze, że mi to wszystko zrobi. I zrobił. Tylko że tak, że potem miałam wypadek na skrzyżowaniu bo zerwał mi się łańcuch i wyleciałam w przód na ulicę i na ten pojazd auto podobny, jest cały powykrzywiany, a ja poobijana i lekko zszokowana... coś czuje, że będą mi się śniły dziś te światła samochodu, który mnie prawie rozjechał i mało przekonujący pisk hamulców na mokrej deszczowej drodze,wszystko widziane z perspektywy jeża przechodzącego przez jezdnię...
Dziś zasuwałam w moich narciarskich ciuchach bo wszystko się moczy tak pada...
Sen o Francji wydaje się dziś być zwykłą medialną czy książkową czy jakąkolwiek inną ale jednak zwykłą mżonką.
Nie kupujcie starych rowerów.
Nowych też nie bo wam ukradną. (wszędzie mozna tu znalezc poprzyszepiane albo same koła albo rowery bez siodełek).
W ogóle najlepiej to trzymajcie się daleko od arabskiej Francji...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




