Wielkie wielkie oczy.... Przez 40 dni we Francji wydałam 5772,83 zł.... Grant Erasmusa na cały semestr wynosił 4300zł. Był jeszcze po starym kursie euro, na czym tez parę stówek jestem w plecy. No nic, trzeba iść do pracy jak chce tam na nartach pojeździć...
Polska jest w gruncie rzeczy zajebista... No gdyby nie kilka szczegółów...
Jestem w domu przez tydzień to trochę zaoszczędzę. Aż mi się śmiać chciało jak zobaczyłam kebab za 5zł w Toruniu. To jest 1 Euro z groszami, czyli nic we Francji. I nigdy wcześniej tak mi się nie podobał mój dom, mój pokój, teraz mieszkam w pałacu!!!
A co ciekawe, pierwszy raz stanęłam prosto do hymnu i z dumą normalnie stałam! Przed meczem finałowym o DMP, na który to zresztą specjalnie przyjechałam. Jeszcze bardziej teraz czuję się Polką i Torunianką. Swoją drogą we Francji zwykle mnie pytają czy jestem z Anglii. Odpowiadam, że jestem Polką, oni na to, że "ooooo! to doobrze! Bo Angielki są niefajne".
wtorek, 21 października 2008
poniedziałek, 20 października 2008
Zimno i Vodka
Co przeciętny niepolak wie o Polsce...
że mamy gospodarkę wolnorynkową - 0% ankietowanych
że nie jesteśmy częścią ZSRR - 1%
że jesteśmy w Unii Europejskiej - 1%
że jesteśmy republiką - 1%
że coś z bliźniakami - 2%
że mamy kolorowe telewizory - 10%
że jest dużo katolików - 20%
że jest zimno - 70%
że jest wódka - 100%
że mamy gospodarkę wolnorynkową - 0% ankietowanych
że nie jesteśmy częścią ZSRR - 1%
że jesteśmy w Unii Europejskiej - 1%
że jesteśmy republiką - 1%
że coś z bliźniakami - 2%
że mamy kolorowe telewizory - 10%
że jest dużo katolików - 20%
że jest zimno - 70%
że jest wódka - 100%
Obywatelu, teraz możesz
Fe Francji musisz być głodny miedzy godziną 12 a 14 lub/i 19-22. Ochotę na tańczenie powinieneś mieć najwcześniej od 1 w nocy, bo wtedy otwierają kluby taneczne. Wychodzą z założenia, że ludzie dopiero o tej godzinie są wystarczająco pijani żeby tańczyć? Wejścia są płatne bo nikt już nie kupuje tam alkoholu wiec na czymś muszą zarabiać. Halo! Nie kupują bo wszyscy napili się już wcześniej.
środa, 15 października 2008
Desinsekcja
Będą wypleniać karaluchy z akademika! Najpierw jednak wywalają ludzi. Jutro ma nas nie być cały dzień. Wszystkich. Czuje, że będzie niezła wojna:) Jadę więc w skały jutro powspinac się trochę. Mam nadzieje że z moim okiem jutro będzie lepiej. "Coś" mnie ugryzło w nocy w powiekę, byłam u lekarza. Tyle, że na ubezpieczenie znajomego z akademika:P Tu jak masz ubezpieczenie to przychodzisz do lekarza, dajesz karte i nic nie placisz, wykupienie recepty tez jest za darmo. Z lekarzem sie ugadaliśmy a potem w aptece troche sie babka spojrzała spodełba, jak zobaczyła, gdy już wychodzilismy, że to ja mam cos nie tak z okiem a nie on:)
Szczerze to mam dosyc niezydentyfikowanych pogryzien, to nie pierwsze:/ Moze nie tylko karaluchy tu są?
Szczerze to mam dosyc niezydentyfikowanych pogryzien, to nie pierwsze:/ Moze nie tylko karaluchy tu są?
Clope
Polubiłam swoją szczurzą norę, a może sobie wmawiam? Bo jak można polubić taką fatalną klitkę, ze starym oślizłym ciemnym linoleum, nie mytymi od 20 lat roletami, nieotwierającym się oknem, niezamykającą się szafą, popękaną umywalką z 2 kranami, jeden z lodowatą wodą, drugi z wrzątkiem (zamarznąć czy spłonąć - wybór należy do ciebie). Tak czy siak, skutecznie:) Zapali się lampkę, świeczki, jest ok.
Ale czasem tęskno za domem. Własnym prysznicem, bez cudzych włosów no i własnym kibelkiem... Nigdy nie myślalam, że mogę tak bardzo tęsknic za czytaniem gazety na swoim własnym klopie! Swoją drogą clope, czytane [klop] to po francusku szlug. Mialam to na zajęciach ostatnio i oczywiście roześmiałam się głośno, potem musiałam wszystkim tłumaczyc dlaczego. No i teraz pewnie juz poszedł w swiad stereotyp o polskim poczuciu humoru:) Co do rodzajnika, une clope czy un clope, to słyszałam wersję, że un clope to cały papieros a une clope to kip:)
Ale czasem tęskno za domem. Własnym prysznicem, bez cudzych włosów no i własnym kibelkiem... Nigdy nie myślalam, że mogę tak bardzo tęsknic za czytaniem gazety na swoim własnym klopie! Swoją drogą clope, czytane [klop] to po francusku szlug. Mialam to na zajęciach ostatnio i oczywiście roześmiałam się głośno, potem musiałam wszystkim tłumaczyc dlaczego. No i teraz pewnie juz poszedł w swiad stereotyp o polskim poczuciu humoru:) Co do rodzajnika, une clope czy un clope, to słyszałam wersję, że un clope to cały papieros a une clope to kip:)
Drożyzna
Robie zakupy w Lerlercu, przy kasie chce zapłacić kartą, jak zwykle, ale nie chce przyjąć. Oczywiście szukam problemu u nich, ale panna mi mówi, że pewnie nie mam środków na koncie. Nieee - mówie - to niemożliwe, tam jest jeszcze mnóstwo pieniędzy!!! Przeciez dostalam stypendium erasmusa na 4 miesiące. Musi byc inny powód! Pewnie nie przyjmuje Visa electron dzis, albo coś...
No i się zdziwiłam gdy zalogowałam się do WBK24 i zobaczyłam debet na koncie...
Cholernie tu drogo.....
Srednio zakupy w hipermarkecie robie 2 razy w tygodniu - po 30 E
Akademik - 130 E
Bagietka (traci swiezosc po 2h...) - 1.20 E
Croissant - 0.80 E
Chleb - 2-3 E
Piwo 0,5 w pubie - 6 E
Whiskey 25 z cola - 9 E
Obiad na miescie 2 osoby bez picia - 30 E
1 Pizza (ale cholernie dobra w Etnie przy chateaux) - 10-11 E
Kawa w knajpie - 3 E
Sandwich, kebab - 4 E
Lody, moje ulubione od Georga - 4 E
Karta Open na sport na uniwerku 15 E + po 20 E od dyscypliny
Jedna rzecz jest tania - obiad w kantynie studenckiej - 2.85 E za danie do wyboru z okolo 3-5 rzeczy, plus mała bagietka, deser (jogurt, serek) + surówka. Super. I dają nawet czasem KANGURA!!!!!! Pycha! Nie wiem czemu spośród erasmusów jadłam go tylko ja i Rebecca - Australijka ;-) Co za różnica, mięso to mięso, kiedyś żyło, nie bądźmy hipokrytami. I jeszcze jakie dobre!
No i się zdziwiłam gdy zalogowałam się do WBK24 i zobaczyłam debet na koncie...
Cholernie tu drogo.....
Srednio zakupy w hipermarkecie robie 2 razy w tygodniu - po 30 E
Akademik - 130 E
Bagietka (traci swiezosc po 2h...) - 1.20 E
Croissant - 0.80 E
Chleb - 2-3 E
Piwo 0,5 w pubie - 6 E
Whiskey 25 z cola - 9 E
Obiad na miescie 2 osoby bez picia - 30 E
1 Pizza (ale cholernie dobra w Etnie przy chateaux) - 10-11 E
Kawa w knajpie - 3 E
Sandwich, kebab - 4 E
Lody, moje ulubione od Georga - 4 E
Karta Open na sport na uniwerku 15 E + po 20 E od dyscypliny
Jedna rzecz jest tania - obiad w kantynie studenckiej - 2.85 E za danie do wyboru z okolo 3-5 rzeczy, plus mała bagietka, deser (jogurt, serek) + surówka. Super. I dają nawet czasem KANGURA!!!!!! Pycha! Nie wiem czemu spośród erasmusów jadłam go tylko ja i Rebecca - Australijka ;-) Co za różnica, mięso to mięso, kiedyś żyło, nie bądźmy hipokrytami. I jeszcze jakie dobre!
wtorek, 14 października 2008
Może lesbijka pomoże
Afrykańcy wszelkiej maści widzą we mnie dosłownie boginię, wszyscy bez wyjątku. Muszę rozbroić tę bombę... Mówienie, że mam chłopaka, nie pomaga, spróbuję więc chwytu z lesbijką, może się odczepią?
poniedziałek, 13 października 2008
Avenue de Saragosse
Dowiedziałam się jeszcze, że mieszkam w najniebezpieczniejszej narkotykowej dzielnicy.
A myślałam, że ten podpalony samochód w parku pod moim oknem to normalka ;-)
A myślałam, że ten podpalony samochód w parku pod moim oknem to normalka ;-)
Pokój miłości i susiak na wyłącznośc
Podróżowanie autostopem ma funkcje szalenie edukacyjną. 
Zawsze czegoś się dowiaduje od kierowców.Tym razem pojechałyśmy z Kaska we 2. Zostawilysmy nasze kozy na wylocie z miasta.
W te i z powrotem było łącznie 5 samochodów. Żadnego nie łapałyśmy dłużej niż 10 minut, a 2 pierwsze złapałyśmy w minutę. Wysoki chudy tyczkowaty facet woził nas po jakiś wertepach żeby
wywieźć na wylotówkę gdzie złapałyśmy siwego sprzedawcę bajek, który jechał na targi książki w czerwonym swetrze i pod krawatem. Przeuroczy:)
Potem młoda parka podrzuciła nas pod sam dworzec, gdzie spotkaliśmy się z erasmusowymi dziećmi, które bały się jechać stopem i zapłaciły po 30 Euro za pociag. Podroż zajęła im dokładnie tyle samo czasu co nam. Koło plaży "chambre d'amour" jest świetna knajpa gdzie maja pyszna pizze, nazywa się "come-di".
Tego dnia zrobilismy sobie przejazdzke rowerową po Bayonne, rzadko to mówie, ale ciekawe miasto. Problem z mieszkaniami polega na tym, że, jak widac na zdjeciu, kamienice są cholernie wąskie i dlugie, przez co mieszkanie ma przykladowo 4x2om, czyli jest duze powierzchniowo ale troche kijowo tak mieszkac z jednym oknem na szczycie, jak w ogórku:) Maja tu słynną czekolade,czylicos co mnie interesowało najbardziej i na co poszło 30 Euro. Ta czekolada to spuscizna po Żydach portugalskich, którzy uciekli do Bayonne w czasie inkwizycji. Wieczorem zainstalowaliśmy się w auberge de jeunesse i poszybowaliśmy na plażę i do baru apres sufr. Po powrocie do schroniska zaliczyłam jeszcze parę pogawędek w komunalnej łazience o 3 w nocy. Dostałam teoretyczne lekcje surfingu na dzień następny od Michela, Amerykano-Szwajcaro-Szweda, któremu pożyczyłam ręcznik. Mieszaliśmy angielski z francuskim i dogadaliśmy się świetnie. Najgorzej jest zrozumieć Angoli. Fatalny maja ten akcent, ŁooOOOoooołta (water), NooOOOooooomli (normally).
Jest taka brytyjka z wydłużoną twarzą jak mówi z akcentem to jakby włączyć deformacje dźwięku. I brytyjczyk, na zdjeciu po lewej:) Masakra:D
Spowrotem trzeba było się wydostać z Anglet do Bayonne. Stanęłyśmy na przystanku, nikogo nigdzie. Jada jeepem chłopacy, którzy byli tez w schronisku. Patrzą z pode łba co my robimy. Po 2 minutach wracają z drugiej strony, znowu się gapia i machają do nas. Przejechali. Po kolejnych 2 minutach znowu jadą i tym razem się zatrzymują. "What the fuck is this PAU??".
No i z tłocząc sie z deskami surfingowymi podjechałyśmy na wylotówkę ze szwajcarami, którzy słuchali Paktofoniki w samochodzie:) dam głowę ze byli zjarani. Kręcili się po rondzie i prawie przychrzanili w kolesia. Ja wtedy przychrzaniłam w deskę surfingowa. Z wylotówki złapałyśmy kolesia z Pau, ktory siedział rok w chinach i teraz wiem juz czemu chinolom się popieprzyło i nie zczaili ogłoszenia z rowerem. Podróze kształcą:)
Okazuje się ze po chińsku sprzedawać i kupować to praktycznie ten sam czasownik, rożni się tylko akcentem. Fonetycznie jest to mniej więcej "maaj" i "maj" (jedno ma akcent w gore, drugie w dół).


W te i z powrotem było łącznie 5 samochodów. Żadnego nie łapałyśmy dłużej niż 10 minut, a 2 pierwsze złapałyśmy w minutę. Wysoki chudy tyczkowaty facet woził nas po jakiś wertepach żeby

Potem młoda parka podrzuciła nas pod sam dworzec, gdzie spotkaliśmy się z erasmusowymi dziećmi, które bały się jechać stopem i zapłaciły po 30 Euro za pociag. Podroż zajęła im dokładnie tyle samo czasu co nam. Koło plaży "chambre d'amour" jest świetna knajpa gdzie maja pyszna pizze, nazywa się "come-di".


Spowrotem trzeba było się wydostać z Anglet do Bayonne. Stanęłyśmy na przystanku, nikogo nigdzie. Jada jeepem chłopacy, którzy byli tez w schronisku. Patrzą z pode łba co my robimy. Po 2 minutach wracają z drugiej strony, znowu się gapia i machają do nas. Przejechali. Po kolejnych 2 minutach znowu jadą i tym razem się zatrzymują. "What the fuck is this PAU??".

Okazuje się ze po chińsku sprzedawać i kupować to praktycznie ten sam czasownik, rożni się tylko akcentem. Fonetycznie jest to mniej więcej "maaj" i "maj" (jedno ma akcent w gore, drugie w dół).
piątek, 10 października 2008
Nowincjusze
Co jest do jasnej cholery?!
Ok, rozumiem, Algierczyk który nigdy nie pił, choć jest ateistą, to jednak dorastający tradycyjnie w kraju, jak by nie było, muzułmańskim, tam się po prostu nie pije.
Rozumiem (ale już mniej), że gdzieś tam, ktoś tam, z jakiś powodów może obawiac się podróżowania stopem.
Ale w głowie mi się nie mieści, jak to możliwe, żeby Hiszpan, 20 latek, nie umiał jeździć na rowerze,
albo Brazylijczyk, jego rówieśnik, żeby nigdy nie jeździł rowerem po ulicy!
Ok, rozumiem, Algierczyk który nigdy nie pił, choć jest ateistą, to jednak dorastający tradycyjnie w kraju, jak by nie było, muzułmańskim, tam się po prostu nie pije.
Rozumiem (ale już mniej), że gdzieś tam, ktoś tam, z jakiś powodów może obawiac się podróżowania stopem.
Ale w głowie mi się nie mieści, jak to możliwe, żeby Hiszpan, 20 latek, nie umiał jeździć na rowerze,
albo Brazylijczyk, jego rówieśnik, żeby nigdy nie jeździł rowerem po ulicy!
Zitumbuwa
Ostatnio się szwędam po salonach:) Proszone obiadki i darmowe lunche:) Byłam wczoraj w knajpie afrykańskiej, okazało się, że mąż matrony jest Polakiem więc nie obeszło się bez niecierpiących odmowy aperitiwów i diżestiwów. Nie powiedzieli mi co to było ale smakowało jak marcepanowa wódka z migdałów. Rewelacja. Najlepsze były kielonki, gruba porcelana z dziurą wewnątrz patrząc od góry, na dnie goła baba, którą ... wypijasz. W pustym kieliszku jej nie ma:) Nie zwinęłam go tylko dlatego, że matrona byla zbyt miła i za bardzo chcę tam wrocic bo i jedzenie bylo swietne;-) Zamiast ziemniaków smażone banany. Specjalne jakies oczywiscie. Chyba nazywa się to Zitumbuwa. Krewetki z ananasem w zupełnie nowych przyprawach i wino z palmy. Biale jak woda z wapnem. Ale smakowało super.
Śnieg
sobota, 4 października 2008
Ile to 2 piwa
Poszliśmy do pubu "Garage". Na początku należy zaznaczyć, ze tu dwa piwa to u nas jedno, bo domyślna pojemność pokala to 0,25 l.
Wypiliśmy po jednym, czyli na moje po pół piwa :) Po czym Idir, rodak Zizu, wypił jeszcze łyka i powiedział, że właśnie przekroczył swoją granicę, nigdy nie wypił więcej alkoholu niż ćwierć litra jasnego piwa. A swoje pierwsze wypił tu we Francji mając 25 lat. Szukaj w Polsce faceta, normalnego, zabawnego, inteligentnego i baaardzo towarzyskiego, który nigdy nie pił i nie palił. Jeśli ktoś taki żyje w Polsce to bardzo proszę się wpisać do księgi rekordów:)
Parę dni temu kupiliśmy wino, różowe na początek, będziemy przecież zaczynać od Shiraz:) Idir spróbował, 13,5% przełykał jak Polacy przełykają czysty spiryt. Cytryna na twarzy i "ale gorąco w przełyku!". Niedobre, gorzkie, cierpkie, ja poproszę sok:) No to już nie mogę się doczekać kiedy poczęstujemy go naszym polskim 40% trunkiem ;>


Parę dni temu kupiliśmy wino, różowe na początek, będziemy przecież zaczynać od Shiraz:) Idir spróbował, 13,5% przełykał jak Polacy przełykają czysty spiryt. Cytryna na twarzy i "ale gorąco w przełyku!". Niedobre, gorzkie, cierpkie, ja poproszę sok:) No to już nie mogę się doczekać kiedy poczęstujemy go naszym polskim 40% trunkiem ;>
Stopem do Biarritz i o relacjach damsko-męskich
Miała jechać duża ekipa i turniej autostopowy ale prawie wszyscy speniali. Cieniasy. Tulio, Brazylijczyk (mój erasmusowy młodszy brat, lub też synek jak kto woli, bo przywarła do mnie ksywka"mummy") strasznie się napalił, bo nigdy wcześniej tego nie robił. Generalnie widać, że imponują mu moje wyczyny;> Gdy jednak zaczął namawiać pozostałych, przestraszyło się biedaczysko. Wszyscy odmawiali, bo to niebezpieczne, bo zabójcy, gwałciciele, hyyyyy!... Nie zapomnę tych wielkich czarnych przerażonych oczu Tulia, który nawet do rodziców zadzwonił ze strachu.
Potem George mi wytłumaczył brazylijskie realia, że tam to jest nie do pomyślenia więc wzięłam Tulio na stronę i pogadałam z nim trochę, żeby go uspokoić. Jak na mummy przystało. Stanęło na tym, że my z Kasia o 8 rano będziemy na placu i ruszamy łapać stopa na rondzie. Kto chce, niech przyjdzie. I przyszli, byłam dumna ze swojego młodszego brata;) Połączyliśmy się w dwie polsko-brazylijskie pary i postanowiliśmy zrobić zawody. Gdzie meta w Biarritz?
Tulio wyjął przewodnik po Francji i z Biarritz było tam jedno zdjęcie. Postanowiliśmy spotkać się tam, skąd będzie dokładnie taki widok jak na zdjęciu z przewodnika, więc poziom ekspert od samego początku:)
Drugiej ekipie zatrzymał się koleś, który miał 4 miejsca więc wsiedliśmy wszyscy, dobiegliśmy do nich. Przyznalismy zwycięstwo drużynie z damskim zawodnikiem o blond czuprynie ale jak się potem okazało Patrick, który nas zabrał, chciał wziąć nas, ale byliśmy na rondzie i dlatego zatrzymał się dalej, a tam było już bliżej do drugiej ekipy. Patrick, Kongijczyk, nie jechał do Biarritz tylko w połowę drogi. Ale powiedział, że i tak dziś nie ma co robić wiec jak go zaprosimy to pojedzie z nami do Biarritz się wykąpać i wrócimy razem.Tym sposobem zyskaliśmy nowego kumpla.
Wjechaliśy do miasta, pokluczyliśmy trochę i zanurkowaliśmy w podziemny parking. Winda wypluwa nas z podziemii na jakiś plac. Plac, z któregobył dokładnie taki widok:)
Okazało się, że koleś ma niezłą historię, służył w wojsku przez 8 lat, ma 11 rodzeństwa, rodzice nie żyją, przyjaciele pozabijani na wojnie. Zostawił to 2 lata temu i chce ułożyć sobie normalne życie. Rozmawialiśmy długo, narzekał, że Francuzki są beznadziejne, że szukają tylko faceta na przygodny seks, większości nie interesują poważne związki. Ja mu na to, jedz szuka żony do Polski. Powiedział, że nie jestem pierwszą osobą, która mu to mówi. Potem jeszcze gadaliśmy, gadaliśmy i on mi wypala, że jak bym zgodziła się to on by ze mną wyjechał do Polski, chciałby poznać tę kulturę bliżej i przyjąć ją jako swoją, osiedlić się, mieć dużo dzieci i wieść spokojne życie. Ciekawe to jest, że im bardziej jedna płeć w społeczeństwie kieruje się w stronę jakiś wartości, tym bardziej druga kieruje się w stronę przeciwnych. Laski tu są kopcą strasznie, piją, ćpają, a faceci są spokojniejsi i częściej szukają poważnego związku. Generalizując w Polsce jest raczej na odwrót. Może dlatego dużo Polek wychodzi za obcokrajowców. No, poza kwestią niekwestionowanej urody polskich dziewczyn sile przyciągania g=10.
Potem George mi wytłumaczył brazylijskie realia, że tam to jest nie do pomyślenia więc wzięłam Tulio na stronę i pogadałam z nim trochę, żeby go uspokoić. Jak na mummy przystało. Stanęło na tym, że my z Kasia o 8 rano będziemy na placu i ruszamy łapać stopa na rondzie. Kto chce, niech przyjdzie. I przyszli, byłam dumna ze swojego młodszego brata;) Połączyliśmy się w dwie polsko-brazylijskie pary i postanowiliśmy zrobić zawody. Gdzie meta w Biarritz?

Drugiej ekipie zatrzymał się koleś, który miał 4 miejsca więc wsiedliśmy wszyscy, dobiegliśmy do nich. Przyznalismy zwycięstwo drużynie z damskim zawodnikiem o blond czuprynie ale jak się potem okazało Patrick, który nas zabrał, chciał wziąć nas, ale byliśmy na rondzie i dlatego zatrzymał się dalej, a tam było już bliżej do drugiej ekipy. Patrick, Kongijczyk, nie jechał do Biarritz tylko w połowę drogi. Ale powiedział, że i tak dziś nie ma co robić wiec jak go zaprosimy to pojedzie z nami do Biarritz się wykąpać i wrócimy razem.Tym sposobem zyskaliśmy nowego kumpla.
Wjechaliśy do miasta, pokluczyliśmy trochę i zanurkowaliśmy w podziemny parking. Winda wypluwa nas z podziemii na jakiś plac. Plac, z któregobył dokładnie taki widok:)

Okazało się, że koleś ma niezłą historię, służył w wojsku przez 8 lat, ma 11 rodzeństwa, rodzice nie żyją, przyjaciele pozabijani na wojnie. Zostawił to 2 lata temu i chce ułożyć sobie normalne życie. Rozmawialiśmy długo, narzekał, że Francuzki są beznadziejne, że szukają tylko faceta na przygodny seks, większości nie interesują poważne związki. Ja mu na to, jedz szuka żony do Polski. Powiedział, że nie jestem pierwszą osobą, która mu to mówi. Potem jeszcze gadaliśmy, gadaliśmy i on mi wypala, że jak bym zgodziła się to on by ze mną wyjechał do Polski, chciałby poznać tę kulturę bliżej i przyjąć ją jako swoją, osiedlić się, mieć dużo dzieci i wieść spokojne życie. Ciekawe to jest, że im bardziej jedna płeć w społeczeństwie kieruje się w stronę jakiś wartości, tym bardziej druga kieruje się w stronę przeciwnych. Laski tu są kopcą strasznie, piją, ćpają, a faceci są spokojniejsi i częściej szukają poważnego związku. Generalizując w Polsce jest raczej na odwrót. Może dlatego dużo Polek wychodzi za obcokrajowców. No, poza kwestią niekwestionowanej urody polskich dziewczyn sile przyciągania g=10.
piątek, 3 października 2008
Sport
W kwestii sportu póki co się nie zawiodłam. Jest bardzo dużo różnych zajęć sportowych, w większości bezpłatnie w ramach w-f, niekiedy symbolicznie. Tyle tego jest,że wybrać tylko 3 było mi trudno. Jest zaaaajebista sala gimnastyczna, jakiej u nas nawet w klubie nie było. Kosmiczne wyposażenie, co tylko ciało zapragnie. Plus porządny trening, a nie jakieś tam siury lury fikołki i sranie w banie. Na basenie z kolei rozpisany trening dla każdego toru i zasuwanko, a trener nie udaje ze sie opala. Wspinaczka we czwartek - cały dzień, na zajęcia chodzić nie trzeba, bo szanują tu przywilej dnia sportu i wuj. Czwartek więc albo cały siedzimy w skalach albo jak nie ma pogody na ścianie (rozmiar XXL). Dziś doszedł mi jeszcze jeden sport:D
Zapieprzanie na 11 piętro z buta schodek po kuśwa schodku, bo druga winda się popsuła. Tę pierwszą, jeżdżącą niegdyś na parzyste piętra, naprawiają już od roku, więc rokowania wzrostu formy i wytrzymałości są baaardzo dobre:D
Tylko wywiesili kartkę "hors service". I nie oznacza to godzin serwisowania:)
Zapieprzanie na 11 piętro z buta schodek po kuśwa schodku, bo druga winda się popsuła. Tę pierwszą, jeżdżącą niegdyś na parzyste piętra, naprawiają już od roku, więc rokowania wzrostu formy i wytrzymałości są baaardzo dobre:D
Tylko wywiesili kartkę "hors service". I nie oznacza to godzin serwisowania:)
Sąsiad part II
Mam nowego niewolnika;-) Nerwowemu sąsiadowi strasznie głupio ze tak wyskoczył jak się masz Wojciech (tekst od Kasi, ze stolycy:D) na dobry początek znajomości. Nie może bidak tego przeboleć:D Wiec teraz mi gotuje, robi zakupy i wozi samochodem:DDD
Sąsiad
Spotkałam mojego nerwowego sąsiada wchodząc do windy (najlepsze miejsce spotkań) On właśnie z niej wychodził. Spytał się czy ca va. Oczywiście min swoich ukrywać nie potrafię, udawać nie umiem a z dyplomacja bywa rożnie, za to szczerość mam opanowana, więc mu powiedziałam, że kuśwa "ca va pas" i wcisnęłam 11e etage.
Impreza
W zasadzie pierwsze 2 tygodnie tu we Francji to była jedna wielka impreza erasmusowa, praktycznie non stop. Razem się bawiliśmy, razem jedliśmy, razem spaliśmy. I chyba wszyscy na początku tęskniliśmy za domem. No, może poza Brazylijczykami, którzy mają odwrotnie:) Dla mnie najgorsze sa początki, dla nich podobno końcówki:)
Któreś nocy wylądowaliśmy u mnie w pokoju w kilka osób. Była co prawda 3 rano. Ściany są tu tak cienkie, że słychać jak sąsiadowi burczy w brzuchu. Ledwie co zdążyliśmy wejść, w sumie to zbieraliśmy się bardziej do spania niż imprezowania ale sąsiad się przestraszył najwidoczniej ze przyszli zrobić pijacki melanż i za w czasu dla bezpieczeństwa zaczął wrzeszczeć ze zadzwoni na policje. Spakowaliśmy wiec nasze tyłki i dla świętego spokoju poszliśmy do pokoju Amaii, hiszpanki. Żeby tam właśnie jak jeden mąż posnąć. Więc nie było czego się obawiać, panie sąsiedzie.

Któreś nocy wylądowaliśmy u mnie w pokoju w kilka osób. Była co prawda 3 rano. Ściany są tu tak cienkie, że słychać jak sąsiadowi burczy w brzuchu. Ledwie co zdążyliśmy wejść, w sumie to zbieraliśmy się bardziej do spania niż imprezowania ale sąsiad się przestraszył najwidoczniej ze przyszli zrobić pijacki melanż i za w czasu dla bezpieczeństwa zaczął wrzeszczeć ze zadzwoni na policje. Spakowaliśmy wiec nasze tyłki i dla świętego spokoju poszliśmy do pokoju Amaii, hiszpanki. Żeby tam właśnie jak jeden mąż posnąć. Więc nie było czego się obawiać, panie sąsiedzie.
Skąd jestes?
W Polsce pytasz "skąd jestes?" - Z Warszawy, z Torunia, z Chełmży, z Wąchocka, z Pcimia Dolnego..
Tu ludzie odpowiadaja troche inaczej, powiedzmy bardziej ogolnikowo: - Z Martyniki, z Senegalu, z Algerii, z Brazylii, z Kongo, z Nigerii, z Turcji, z Malezji...
Tu ludzie odpowiadaja troche inaczej, powiedzmy bardziej ogolnikowo: - Z Martyniki, z Senegalu, z Algerii, z Brazylii, z Kongo, z Nigerii, z Turcji, z Malezji...
Li Shan
Kolejny chinczyk czytający po francusku od tyłu. Dostalam maila, w ktorym sie pyta jaki to jest rower, damski czy meski. Mam podejrzenia ze to jest ten sam chinczyk, to by bylo. Nie wiem jak wyglada ale i tak bym nie rozroznila. Teraz jak jakiegos spotykam to wszystkim czesc mowie bo wydaje mi sie ze to ten co chcial kupic rower. Wszyscy jacys tacy sami:/ i do tego aseksualni. Już bardziej mnie kręcą europejskie kobiety niz skosni faceci. I na dodatek penis po chinsku brzmi tak smiesznie "nieeeiiiiii-ci", z pluciem na"ci".
środa, 1 października 2008
Jackie
Pokoje są tak małe, że ledwie się mieszczą 4 osoby (chociaż wczoraj na wieczorną imprezę weszło 16:) niecałe 9m2 w tym "lazienka" (umywalka za scianką lub zasłonką) i u niektorych jeszcze lodówka (zajmująca ok 1/5 powierzchni pokoju). Generalnie nie ma gdzie się podziac chcąc posiedziec wieksza grupą, bo na salę naukową trzeba się zapisywac tydzien wczesniej. Podobnie jak na pranie. Tylko to w akademiku 30 minut piechota stąd,bo tu nie dziala od kilku miesiecy. Trzeba sie przyzwyczaic ze tu jak cos nie dziala to po prostu zostawiają status quo, wiec na działającą pralkę tu nie ma co liczyc. W Polsce wszystko "da sie załatwic", tutaj póki co nie moglam znalezc sposobu.
Az do dzis, i juz wiem dlaczego. Bo zawsze były baby.
Jackie, to nasz nocny stróż o wielkim brzuchu i jak to sie u nas mowi - sercu.
Ubabrał sie cały jak pomagal mi reperowac rower (tak, rozwalilam go juz nastepnego dnia po kupieniu), dał mi ladniejsze koce, moglam sobie wymienic zaslonke w pokoju na zieloną, i otworzyl mi pokój na 10 pietrze zebym sobie wymienila krzesla na 2 jednakowe i nowsze i jeszcze zgarnelam smietnik. Tylko mam nikomu nie mowic ze tak zrobilismy;-)
Az do dzis, i juz wiem dlaczego. Bo zawsze były baby.
Jackie, to nasz nocny stróż o wielkim brzuchu i jak to sie u nas mowi - sercu.
Ubabrał sie cały jak pomagal mi reperowac rower (tak, rozwalilam go juz nastepnego dnia po kupieniu), dał mi ladniejsze koce, moglam sobie wymienic zaslonke w pokoju na zieloną, i otworzyl mi pokój na 10 pietrze zebym sobie wymienila krzesla na 2 jednakowe i nowsze i jeszcze zgarnelam smietnik. Tylko mam nikomu nie mowic ze tak zrobilismy;-)
Urządzam się

Jednego dnia kupiłam wszystkie duże rzeczy, których było mi trzeba:
* Kuchenkę elektryczną z 2 palnikami - 20E
od 2 murzynek lesbijek, jak sądzę
* Rower (bez hamulców) - 30 E
od araba który go ukradł, jak sądzę
* Lodówkę - 40E
od Samby, który jej nie tańczy, jak sądzę
No i jeszcze kupiłam sobie murzyna za parę centów;>
Stoi po prawej:)
Misja dobiega końca:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)