Nie mogłam tego pozostawić bez komentarza.
Dziś pierwsza noc w nowym lokum!!!
Tak się doczekać nie mogłam, ze mimo ze jutro mogę mieć 2 samochody żeby wszystko przewieźć to dziś robiłam rundy rowerem w te i powrotem. Oczywiście przywiozłam sobie gazetę i książkę. Do nowej łazienki :)
piątek, 28 listopada 2008
Co chodzi parami
Na 5 nocnych klubów w Pau podobno 2 są gejowskie.
Nie wiem ilu jest tu homoseksualistów, mówią, że dużo, ja nie widziałam.
Wiem za to że jest dużo złodziei.
Feralny tydzień.
Zaczęło się od wypadku na rowerze. Siniaki, potłuczenia i obtarcia.
Potem wsiąkł mi telefon komórkowy, prawdopodobnie wyciągnięty z kieszeni płaszcza. Straciłam wszystkie kontakty. Dobrze tylko ze miałam abonament bo dostałam sima z tym samym numerem.
Tego samego dnia, gdy byłam w pracy, ukradli mi rower sprzed drzwi restauracji. O 2 w nocy zastałam sam łańcuch. Tak, ten zdezelowany rower który myślałam żeby nawet wyrzucić bonie miałam sumienia go komuś sprzedawać z uwagi na zwykle bezpieczeństwo. Wszystko nbylo juz w tym gracie zdezelowane i pokrzywione. Po wypadku juz w ogole. Lancuch spadał przy kazdym nieprecyzyjnym ruchu krzywymi pedałami, nie mówiąc obraku chamulców i gibającej się kierownicy.
Przeprowadzic sie nie moglam bo miejsc niby nie ma.
Po tym wszystkim miałam ochotę wracac do domu, do mamy.... Na dodatek od tygodnia nie przestawało padac...
Ale równowaga musi byc.
W tym samym momencie co wyszło słonce dowiedzialam sie ze jest dla mnie pokój w akademiku z lazienką. Dostalam górala od znajomego (ma troche zbyt dobry przedni chamulec....), 2 dni później znalazlam komórkę na ulicy. Motorolę, całkiem niezłą (!!!) Nie żartuję.
Uśmiałam się po pachy. Oczywiscie chciałam zadzwonic do kogos z kontaktow zeby oddac wlascicielowi ale byla wylaczona. Wlaczylam i trafiłam z kodem (nie byl trudny...) dzwonie do "moja żona" ale nie ma kasy na koncie wiec dzwonie ze swojej komórki. Laska juz przez telefon mnie wnerwila. Mówie ze jestem w pracy teraz i jutro mogą odebrac. A ona bezczelnie ze nie, ze ona zaraz przyjedzie bo oni potrzebuja dzis ta komórke. Przyszla, wziela i poszla. Niewychowani ci francuzi....
Nie wiem ilu jest tu homoseksualistów, mówią, że dużo, ja nie widziałam.
Wiem za to że jest dużo złodziei.
Feralny tydzień.
Zaczęło się od wypadku na rowerze. Siniaki, potłuczenia i obtarcia.
Potem wsiąkł mi telefon komórkowy, prawdopodobnie wyciągnięty z kieszeni płaszcza. Straciłam wszystkie kontakty. Dobrze tylko ze miałam abonament bo dostałam sima z tym samym numerem.
Tego samego dnia, gdy byłam w pracy, ukradli mi rower sprzed drzwi restauracji. O 2 w nocy zastałam sam łańcuch. Tak, ten zdezelowany rower który myślałam żeby nawet wyrzucić bonie miałam sumienia go komuś sprzedawać z uwagi na zwykle bezpieczeństwo. Wszystko nbylo juz w tym gracie zdezelowane i pokrzywione. Po wypadku juz w ogole. Lancuch spadał przy kazdym nieprecyzyjnym ruchu krzywymi pedałami, nie mówiąc obraku chamulców i gibającej się kierownicy.
Przeprowadzic sie nie moglam bo miejsc niby nie ma.
Po tym wszystkim miałam ochotę wracac do domu, do mamy.... Na dodatek od tygodnia nie przestawało padac...
Ale równowaga musi byc.
W tym samym momencie co wyszło słonce dowiedzialam sie ze jest dla mnie pokój w akademiku z lazienką. Dostalam górala od znajomego (ma troche zbyt dobry przedni chamulec....), 2 dni później znalazlam komórkę na ulicy. Motorolę, całkiem niezłą (!!!) Nie żartuję.
Uśmiałam się po pachy. Oczywiscie chciałam zadzwonic do kogos z kontaktow zeby oddac wlascicielowi ale byla wylaczona. Wlaczylam i trafiłam z kodem (nie byl trudny...) dzwonie do "moja żona" ale nie ma kasy na koncie wiec dzwonie ze swojej komórki. Laska juz przez telefon mnie wnerwila. Mówie ze jestem w pracy teraz i jutro mogą odebrac. A ona bezczelnie ze nie, ze ona zaraz przyjedzie bo oni potrzebuja dzis ta komórke. Przyszla, wziela i poszla. Niewychowani ci francuzi....
czwartek, 20 listopada 2008
Mieszkanie
Natknęłąm się w sieci na relacje z pobytu w Pau. Dziewczyna poleca akademik Corisonde d'Andoins. Co za bzdura... Jest to po prostu najtańsza opcja, ale przy tym taki syf jaki ciężko w Polsce znaleźc nawet w najgorszej dziurze. Za to, jakie tu są warunki, to jest tak na prawde straszliwie drogo. Najlepiej starac sie o wyremontowany Gaston Phoebus jesli nie chce się mieszkac z kims. Pokoje są malutkie ale kazdy ma wlasna lazienke! Kuchnia jest wspolna wiec nie traci sie na kontaktach.
Alternatywą jest wynajęcie mieszkania poza CROUS'em czyli poza uniwersyteckimi. Wtedy oczywiscie w 2 lub kilka osób. Warto jednak mysle zobaczyc te mieszkania wczesniej bo tu często mozna trafic na zakalec. Kasowo wychodzi podobnie do akademików a przynajmniej ma się wieszy spokój i miejsce gdzie mozna zaprosic znajomych lub kogos przenocowac. Akademickie klitki sie do tego nie nadaja. Nie raz nie mielismy sie gdzie podziac bo do wiekszego pokoju w akademiku gdzie mozna by posiedziec sobie, trzeba skladac podanie o wydaniu kluczy tylko jak jest dyrektor i najpozniej dzien wczesniej ale poza sobota i niedziela bo od poniedzialku jest nowa lista a w niedziele nikt nie pracuje.
Alternatywą jest wynajęcie mieszkania poza CROUS'em czyli poza uniwersyteckimi. Wtedy oczywiscie w 2 lub kilka osób. Warto jednak mysle zobaczyc te mieszkania wczesniej bo tu często mozna trafic na zakalec. Kasowo wychodzi podobnie do akademików a przynajmniej ma się wieszy spokój i miejsce gdzie mozna zaprosic znajomych lub kogos przenocowac. Akademickie klitki sie do tego nie nadaja. Nie raz nie mielismy sie gdzie podziac bo do wiekszego pokoju w akademiku gdzie mozna by posiedziec sobie, trzeba skladac podanie o wydaniu kluczy tylko jak jest dyrektor i najpozniej dzien wczesniej ale poza sobota i niedziela bo od poniedzialku jest nowa lista a w niedziele nikt nie pracuje.
wtorek, 18 listopada 2008
Bleus
Koleś od roweru jest podejrzany...
To może być prawda co mi mówią.
Sprzedał mi rower bez hamulców a następnego dnia poszła dętka. Kasi to samo.
I ciągle się pyta jak tam rower i oferuje si, że naprawi. Jak już kilka razy prawie się przez te hamulce zabiłam to mowie mu a weź napraw i daj mi sprawny jak należy. No i pisze mi sms'a ze będzie mnie to kosztowało 5Euro bo coś tam cos tam... Jak Aissa sie dowiedział, ze w ogóle z tym kolesiem rozmawiam puknął mnie w czoło. Powiedział, zobaczysz, on tak robi, jedno naprawia,drugie sie psuje i tak będzie ciągle za Tobą łaził. No i faktycznie tak naprawił ze ja cie kręcę, a następnego dnia w kole nie miałam powietrza....
Zresztą oni wszyscy to są takie majstry od siedmiu boleści, nie to co nasze polskie chopaki.
W kocu kucharz ode mnie z pracy zareklamował się jako urodzony na rowerze, że mi to wszystko zrobi. I zrobił. Tylko że tak, że potem miałam wypadek na skrzyżowaniu bo zerwał mi się łańcuch i wyleciałam w przód na ulicę i na ten pojazd auto podobny, jest cały powykrzywiany, a ja poobijana i lekko zszokowana... coś czuje, że będą mi się śniły dziś te światła samochodu, który mnie prawie rozjechał i mało przekonujący pisk hamulców na mokrej deszczowej drodze,wszystko widziane z perspektywy jeża przechodzącego przez jezdnię...
Dziś zasuwałam w moich narciarskich ciuchach bo wszystko się moczy tak pada...
Sen o Francji wydaje się dziś być zwykłą medialną czy książkową czy jakąkolwiek inną ale jednak zwykłą mżonką.
Nie kupujcie starych rowerów.
Nowych też nie bo wam ukradną. (wszędzie mozna tu znalezc poprzyszepiane albo same koła albo rowery bez siodełek).
W ogóle najlepiej to trzymajcie się daleko od arabskiej Francji...
To może być prawda co mi mówią.
Sprzedał mi rower bez hamulców a następnego dnia poszła dętka. Kasi to samo.
I ciągle się pyta jak tam rower i oferuje si, że naprawi. Jak już kilka razy prawie się przez te hamulce zabiłam to mowie mu a weź napraw i daj mi sprawny jak należy. No i pisze mi sms'a ze będzie mnie to kosztowało 5Euro bo coś tam cos tam... Jak Aissa sie dowiedział, ze w ogóle z tym kolesiem rozmawiam puknął mnie w czoło. Powiedział, zobaczysz, on tak robi, jedno naprawia,drugie sie psuje i tak będzie ciągle za Tobą łaził. No i faktycznie tak naprawił ze ja cie kręcę, a następnego dnia w kole nie miałam powietrza....
Zresztą oni wszyscy to są takie majstry od siedmiu boleści, nie to co nasze polskie chopaki.
W kocu kucharz ode mnie z pracy zareklamował się jako urodzony na rowerze, że mi to wszystko zrobi. I zrobił. Tylko że tak, że potem miałam wypadek na skrzyżowaniu bo zerwał mi się łańcuch i wyleciałam w przód na ulicę i na ten pojazd auto podobny, jest cały powykrzywiany, a ja poobijana i lekko zszokowana... coś czuje, że będą mi się śniły dziś te światła samochodu, który mnie prawie rozjechał i mało przekonujący pisk hamulców na mokrej deszczowej drodze,wszystko widziane z perspektywy jeża przechodzącego przez jezdnię...
Dziś zasuwałam w moich narciarskich ciuchach bo wszystko się moczy tak pada...
Sen o Francji wydaje się dziś być zwykłą medialną czy książkową czy jakąkolwiek inną ale jednak zwykłą mżonką.
Nie kupujcie starych rowerów.
Nowych też nie bo wam ukradną. (wszędzie mozna tu znalezc poprzyszepiane albo same koła albo rowery bez siodełek).
W ogóle najlepiej to trzymajcie się daleko od arabskiej Francji...
Pobierzmy się, moja narzeczona czyta gazetę
Cały czas nie wiem jak jest po francusku wesołe miasteczko ale poszliśmy tam przed moją pracą, wyszalałam się, poobijałam samochodzikami i od razu nabrałam dystansu i dałam rade znieść mojego szefa. Najlepsze było jednak to, że spotkałam narzeczoną tego Kongijczyka, który chciał ze mną wyjechać do Polski, szanować mnie i założyć rodzinę.
Śnieg przez cały rok
Algierczyków na początku miałam ich za cywilizowanych ludzi, francuzów, może nie w gruncie rzeczy, ale jednak jakoś tam francuzów, tak jak broniłam zawsze Zizu przed atakami typu "żaden z niego francuz". Teraz jestem bardziej sceptyczna i ostrożna, poznałam już z 8-10. Wszystkich coś tam łączy. Coś, co bardzo mi nie odpowiada i trzyma na dystans. Podejście do relacji międzyludzkich, do kobiet.
W kazdym razie jeden z moich kolegów ze wspomnianego Afrykańskiego kraju (a tak, blondyn nawet!) mieszka w odnowionym akademiku kolo uczelni. Byłam wczoraj i widziałam jak tam jest. Decyzja podjęta w minute, przeprowadzam się! Na stronie internetowej, na której wybierałam akademiki nic nie było mowy o tym, ze w tym wyremontowanym Gastonie w pokojach są osobne łazienki! To nie jest mały, nieistotny szczegół!!! To jest najważniejszy mankament mojego lochu. To-ale-ta. Coraz rzadziej się myje bo po prysznicu tutaj i tak czuje się brudna. Sufit odpada, śmierdzi i w ogóle szkoda gadać...
Za 40 euro więcej miałabym nowiutki pokój ze swoją łazienką. Natychmiast dziś poszłam załatwiać przeniesienie. Ale to jest FRAAANCJA. Nie ma tu, kochana, żadnych sensownych wyjaśnień na pytanie "dlaczego". Bo przenieść się nie mogę, mimo, że są wolne pokoje tam (obok mojego znajomego na przykład), to mówią, że nie ma nic. Ale ponoć omni właśnie zawsze tak mówią, i trzeba po prostu chodzić i nalegać... Komuna!
"Desole" i ten głupi francuski uśmieszek baby w niepasującym kompletnie do niczego niebieskim cieniu do powiek.
Ale mam czasem wpadać i pytać. Znowu ten glupii uśmieszek.
Spytalam czy nie ma jakieś listy oczekujących.
"Jest, chce pani, żebym panią na niej umieściła?"
A niby po co tu przychodzę? tak sie tylko zorientować??? Bo jeszcze sama nie wiem czy sie chce wynosic z mojego cudownego apartamentu 8m, który dziele z 10 osobnikami typu karaluchy?
Wpisała mnie na listę i jakaś gadka się zaczęła o pogodzie, wiedziałam już ze to ona może zdecydować co kto i kiedy dostanie. Wiec ładnie porobiłam uśmieszki (masakra), ale jak można ukryć swoja reakcje jak ktoś mówi mi ze mam ładny kożuch i potem się pyta czy w Polsce leży śnieg przez cały rok?
W kazdym razie jeden z moich kolegów ze wspomnianego Afrykańskiego kraju (a tak, blondyn nawet!) mieszka w odnowionym akademiku kolo uczelni. Byłam wczoraj i widziałam jak tam jest. Decyzja podjęta w minute, przeprowadzam się! Na stronie internetowej, na której wybierałam akademiki nic nie było mowy o tym, ze w tym wyremontowanym Gastonie w pokojach są osobne łazienki! To nie jest mały, nieistotny szczegół!!! To jest najważniejszy mankament mojego lochu. To-ale-ta. Coraz rzadziej się myje bo po prysznicu tutaj i tak czuje się brudna. Sufit odpada, śmierdzi i w ogóle szkoda gadać...
Za 40 euro więcej miałabym nowiutki pokój ze swoją łazienką. Natychmiast dziś poszłam załatwiać przeniesienie. Ale to jest FRAAANCJA. Nie ma tu, kochana, żadnych sensownych wyjaśnień na pytanie "dlaczego". Bo przenieść się nie mogę, mimo, że są wolne pokoje tam (obok mojego znajomego na przykład), to mówią, że nie ma nic. Ale ponoć omni właśnie zawsze tak mówią, i trzeba po prostu chodzić i nalegać... Komuna!
"Desole" i ten głupi francuski uśmieszek baby w niepasującym kompletnie do niczego niebieskim cieniu do powiek.
Ale mam czasem wpadać i pytać. Znowu ten glupii uśmieszek.
Spytalam czy nie ma jakieś listy oczekujących.
"Jest, chce pani, żebym panią na niej umieściła?"
A niby po co tu przychodzę? tak sie tylko zorientować??? Bo jeszcze sama nie wiem czy sie chce wynosic z mojego cudownego apartamentu 8m, który dziele z 10 osobnikami typu karaluchy?
Wpisała mnie na listę i jakaś gadka się zaczęła o pogodzie, wiedziałam już ze to ona może zdecydować co kto i kiedy dostanie. Wiec ładnie porobiłam uśmieszki (masakra), ale jak można ukryć swoja reakcje jak ktoś mówi mi ze mam ładny kożuch i potem się pyta czy w Polsce leży śnieg przez cały rok?
poniedziałek, 17 listopada 2008
La Brochetterie
Praca w tej knajpie jest de la merde....
Upośledzają zawód kelnera będąc swięcie przekonanymi, że wszystko robią i wiedzą najlepiej bo są starymi wyjadaczami w branży. Widocznie są tak głupi, że nawet przez 20 lat do nich pewne oczywiste fakty nie docierają... Eric i Betty.
To było wiadomo, że będę przeklinać swojego szefa, pierwszego i następnych bo sie do podporządkowywania się nie nadaję ale to jest już przeginka i ale nie z mojej strony... Rozmawiałam z szefową bo narzekała, że ciągle musi nowych kelnerów uczyć bo jest straszna rotacja. Spytałam dlaczego poprzedni odchodzili. Ona na to że młodzi w dzisiejszych czasach są leniwi... Jassssne, zawsze problem leży poza nami....
Niczego sie nie nauczyli.
Oto wszystkie pierwsze prima, które po tygodniu pracy wrzucam do mojego Kodeksu:
- każdy kelner powinien mieć swoje stoliki do obsługi i tylko nimi się zajmować, inny kelner nie powinien ingerować w nieswój stolik chyba, że zaistnieje ku temu ważny powód.
- kucharz dostaje porządne pieniądze za swoją pracę.
- kucharz nie jest jednocześnie zmywakiem i nie musi po pracy pucowac podłóg i sufitów.
- kelner dostaje napiwki i z nikim się nimi nie dzieli.
- ekipa dostaje porządnie jeść przed pracą. Noszenie ludziom żarcia będąc na głodzie to baaardzo niefajne jest i niebezpieczne...
- nie zmywamy stołów dwa razy...
i potem parę pobocznych przykazań, jak to przestrzegamy zasad dobrego wychowania i szanujemy każdego... jak nie można palić to nie można palić i niech to dotyczy też szefa.
Wszędzie wiszą znaki we Francji ze za palenie w miejscach zakazanych jest 68E mandatu. A co tam, zadzwonię po gliny ;-) ale to jak mi nie będą chcieli zapłacić czy cos, zawsze dobrze jest miec jakiś szantaż w rękawie.
Upośledzają zawód kelnera będąc swięcie przekonanymi, że wszystko robią i wiedzą najlepiej bo są starymi wyjadaczami w branży. Widocznie są tak głupi, że nawet przez 20 lat do nich pewne oczywiste fakty nie docierają... Eric i Betty.
To było wiadomo, że będę przeklinać swojego szefa, pierwszego i następnych bo sie do podporządkowywania się nie nadaję ale to jest już przeginka i ale nie z mojej strony... Rozmawiałam z szefową bo narzekała, że ciągle musi nowych kelnerów uczyć bo jest straszna rotacja. Spytałam dlaczego poprzedni odchodzili. Ona na to że młodzi w dzisiejszych czasach są leniwi... Jassssne, zawsze problem leży poza nami....
Niczego sie nie nauczyli.
Oto wszystkie pierwsze prima, które po tygodniu pracy wrzucam do mojego Kodeksu:
- każdy kelner powinien mieć swoje stoliki do obsługi i tylko nimi się zajmować, inny kelner nie powinien ingerować w nieswój stolik chyba, że zaistnieje ku temu ważny powód.
- kucharz dostaje porządne pieniądze za swoją pracę.
- kucharz nie jest jednocześnie zmywakiem i nie musi po pracy pucowac podłóg i sufitów.
- kelner dostaje napiwki i z nikim się nimi nie dzieli.
- ekipa dostaje porządnie jeść przed pracą. Noszenie ludziom żarcia będąc na głodzie to baaardzo niefajne jest i niebezpieczne...
- nie zmywamy stołów dwa razy...
i potem parę pobocznych przykazań, jak to przestrzegamy zasad dobrego wychowania i szanujemy każdego... jak nie można palić to nie można palić i niech to dotyczy też szefa.
Wszędzie wiszą znaki we Francji ze za palenie w miejscach zakazanych jest 68E mandatu. A co tam, zadzwonię po gliny ;-) ale to jak mi nie będą chcieli zapłacić czy cos, zawsze dobrze jest miec jakiś szantaż w rękawie.
niedziela, 16 listopada 2008
Barcelona:) Andorra:) i Lourdes:(
Pozwiedzaliśmy trochę na wariata, weekend z wielkimi planami i pędzącym czasem, który ciągle zostawiał naszą skodę w tyle...
Strasznie się na nas uwziął, posunął się nawet do tego, żeby popalić hamulce, zwinąć nasze auto w
nocy na parking policyjny i wszystkie znaki tak poprzestawiał, że nie łamiąc przepisów w Andorze można było tylko jeździć w kółko. I oczywiście wysłał wszystkie hotele na wakacje wiec szukaliśmy kilka godzin jakiegoś otwartego bo oczywiście do schroniska w Barcelonie dotrzeć nam nie pozwolił.
Lourdes to w ogóle jakaś porażka totalna. Maryjny Ciechocinek.
Nie umarłam z nudów i mdłości tylko dlatego, że robienie zdjęc było zabronione (sic!) Tak, tak.
Przynajmniej miałam jakąś najmniejszą na swiecie dozę frajdy, że grzeszę, czy coś...
Ale P. się uparł, że musi babci przywieźć wodę ze świętego źródełka.....(no comment!). Dogryzania nie było końca, jak się dobrałyśmy w trójkę. Oto zakazane zdjęcia:
P. nie chciał kupić tej wody w sklepie tylko musiał ją zaczerpnąć ze źródełka. Nie kupił pojemniczka bo myślał ze są pełne (!). Jak byliśmy u góry to chciał schodzić do sklepików spowrotem. Żeby wybić mu to z głowy i załatwić sprawę by już moc wracać do auta podeszłam do babek, które szmuglowały tę wodę butelkami na wózku i pościłam taka boska wiązankę ze mi dały jedną butelkę. Babcia się będzie mogła w tej wodzie wykąpać. To na pewno będzie nieśmiertelna. Ah ten szalony wzrok przemytniczek święconej wody!
Cudowne widoki po drodze i z 25C
do minus nie wiem ilu >> w jeden dzien! I już poczułam zapach nart!
Nareszcie
Andora i te podniecające ceny. Tyyyyyyyyyyyyyyyyle sklepów ze sprzetem sportowym, wszystko co chcesz Salomona, Rossignola, Colmara, Descenta, Burtona, ah! Wieeeeeelkie! I maaaaaasa sklepów motocyklowych! Tam właśnie kupie sobie ciuchy w końcu!!!!!!!!!!! Tylko potrzeba trochę więcej niż 2h.....
Barcelona to w sumie nie wiem bo nie widziałam:)
Ale wiem że parking drogi. 18 Euro! Trzeba tam wrócić.
No i nie chwaląc się wcale, dawałam rade z moim hiszpańskim!

Strasznie się na nas uwziął, posunął się nawet do tego, żeby popalić hamulce, zwinąć nasze auto w

Lourdes to w ogóle jakaś porażka totalna. Maryjny Ciechocinek.
Nie umarłam z nudów i mdłości tylko dlatego, że robienie zdjęc było zabronione (sic!) Tak, tak.
Przynajmniej miałam jakąś najmniejszą na swiecie dozę frajdy, że grzeszę, czy coś...
Ale P. się uparł, że musi babci przywieźć wodę ze świętego źródełka.....(no comment!). Dogryzania nie było końca, jak się dobrałyśmy w trójkę. Oto zakazane zdjęcia:


Cudowne widoki po drodze i z 25C

do minus nie wiem ilu >> w jeden dzien! I już poczułam zapach nart!
Nareszcie





piątek, 14 listopada 2008
London Stansted
Bym zapomniała. Podróże z jednej strony uczą nas tolerancji, poszerzają horyzonty, otwierają umysł, pokazują nowe perspektywy, punkty widzenia, nowe zachowania. Więcej mieści nam się w głowie, mniej nas dziwi. Bo ludzie choć inni to niestraszni i tak na prawdę wszyscy mamy te same problemy. Ale nie. Bo jeżeli istotnie mniej już mnie dziwi, to jakieś tam rasistowskie pierwiastki się narodziły. Spotykamy ludzi z rożnych kultur i wyrabiamy jakaś tam opinie na ich temat.
ANGOLE:
Wczoraj w restauracji obsługiwałam lordowską parkę. Moja patronka zwróciła mi uwagę, że zbyt wcześnie podaję chleb.
- Ale oni sobie tak życzyli.
- Ah, to angole, to w porządku. A masła nie chcieli? (śmiech) Angole zawsze chcą masło.
- Nie.
- A to ciekawe!
I oczywiście przyniosłam chleb i musiałam isc jeszcze po masło.
Oczywiście było jeszcze ze w sałatce ma nie być grzybów a warzywa maja być na osobnym talerzu.
Ale najbardziej mnie wpierniczyli na lotnisku.
Normalnie walczyłam o honor ojczyzny!!!
W Bydgoszczy uciekłam przed wagą (dopuszczalny podręczny 10, ja miałam o 7 za dużo) skorzystawszy z nieuwagi pana w pomarańczowej kamizelce. Na rentgenie zapytali tylko co mam w słoiku, konfiturę z domu (najlepsza na świecie konfitura mamy z wiśni i płatków roży!), ok.
No to jak ok, to ok.
Ale nie, angole musieli się przyp..atyczkowac
I bezczelnie koleś otworzył słoik żeby mi udowodnić ze to jest "LIQUID" a to kunda mać nie był liquid tylko gęsta masa (pól kilo owoców na 100g konfitury), wiec ja mu przechylam rękę żeby było do góry dnem żeby zobaczył ze to nie liquid. Oczywiście gul mu skoczył i chciał mnie wyrzucić z odprawy, walczyłam jak o ojczyznę, jak można wyrzucić do śmieci konfiturę mamy!!!!!!!
Wściekła byłam cały dzień i do teraz obrywa się za to angielskim erasmusom w Pau....
AFRYKA:
Wystarczy ze powiesz cześć i się uśmiechniesz to już sikają pod siebie... Jeśli oczywiście jesteś dziewczyną:)
ANGOLE:
Wczoraj w restauracji obsługiwałam lordowską parkę. Moja patronka zwróciła mi uwagę, że zbyt wcześnie podaję chleb.
- Ale oni sobie tak życzyli.
- Ah, to angole, to w porządku. A masła nie chcieli? (śmiech) Angole zawsze chcą masło.
- Nie.
- A to ciekawe!
I oczywiście przyniosłam chleb i musiałam isc jeszcze po masło.
Oczywiście było jeszcze ze w sałatce ma nie być grzybów a warzywa maja być na osobnym talerzu.
Ale najbardziej mnie wpierniczyli na lotnisku.
Normalnie walczyłam o honor ojczyzny!!!
W Bydgoszczy uciekłam przed wagą (dopuszczalny podręczny 10, ja miałam o 7 za dużo) skorzystawszy z nieuwagi pana w pomarańczowej kamizelce. Na rentgenie zapytali tylko co mam w słoiku, konfiturę z domu (najlepsza na świecie konfitura mamy z wiśni i płatków roży!), ok.
No to jak ok, to ok.
Ale nie, angole musieli się przyp..atyczkowac
I bezczelnie koleś otworzył słoik żeby mi udowodnić ze to jest "LIQUID" a to kunda mać nie był liquid tylko gęsta masa (pól kilo owoców na 100g konfitury), wiec ja mu przechylam rękę żeby było do góry dnem żeby zobaczył ze to nie liquid. Oczywiście gul mu skoczył i chciał mnie wyrzucić z odprawy, walczyłam jak o ojczyznę, jak można wyrzucić do śmieci konfiturę mamy!!!!!!!
Wściekła byłam cały dzień i do teraz obrywa się za to angielskim erasmusom w Pau....
AFRYKA:
Wystarczy ze powiesz cześć i się uśmiechniesz to już sikają pod siebie... Jeśli oczywiście jesteś dziewczyną:)
czwartek, 13 listopada 2008
Reorganizacja pełną gębą
Zapłaciłam za net Nigeryjczykowi. Ale dużo lepiej nie jest, będzie trzeba jeszcze zachachmęcić w tym temacie.
Dostałam wczoraj prace w restauracji. Tzn na razie okres próbny. Jak to rady mojego sąsiada: "Pamiętaj, trzeba mówić ze umiesz wszystko!". Zobaczymy. Nic jeszcze nie wiem, ani co z napiwkami, anie jaki strój, ani czy nakarmią, ani czy będą dawać wolne na narty. Początek sezonu za 2 tygodnie!!!!!!!!!!!!!!
Wszyscy mi wszystko dają na krechę. Zgadza sie chyba z tymi badaniami amerykanskimi ze ludzie o dużych niebieskich oczach i wysokim czole wzbudzaja wieksze zaufanie bo to przypomina twarz dziecka, i dostaja mniejsze wyroki. Albo tu po prostu tak jest.
Genialne są rozmowy ludzi w malych sklepikach. W Lecrercu kupuje juz tylko to czego nie znajde w pobliskich sklepikach. Charcuterie z pysznymi wedlinami, Boulangerie z bagietkami (te juz nie wszystkie w ogole smak maja) Zawsze mi sie podobal klimat takich sklepikow "Dzien dobry pani Kowalska, jak zdrówko" brzmi troche inaczej niz "Bonjour Madamme Maréchal, ça va bien?" Melodia tego języka jest inna, po prostu stworzona do pogaduszek. Akcentowanie, emocje, można modelowac jak się chce. A potem (zasłyszane dosłownie wczoraj ekspedientka ok 40 lat do klienta 2 razy starszego) : "Allez Monsieur Gouillot, a bientot!" w dosłownym tlumaczeniu moznaby przelozyc: "No idz juz Panie Gouillot, na razie!" :)
Dostałam wczoraj prace w restauracji. Tzn na razie okres próbny. Jak to rady mojego sąsiada: "Pamiętaj, trzeba mówić ze umiesz wszystko!". Zobaczymy. Nic jeszcze nie wiem, ani co z napiwkami, anie jaki strój, ani czy nakarmią, ani czy będą dawać wolne na narty. Początek sezonu za 2 tygodnie!!!!!!!!!!!!!!
Wszyscy mi wszystko dają na krechę. Zgadza sie chyba z tymi badaniami amerykanskimi ze ludzie o dużych niebieskich oczach i wysokim czole wzbudzaja wieksze zaufanie bo to przypomina twarz dziecka, i dostaja mniejsze wyroki. Albo tu po prostu tak jest.
Genialne są rozmowy ludzi w malych sklepikach. W Lecrercu kupuje juz tylko to czego nie znajde w pobliskich sklepikach. Charcuterie z pysznymi wedlinami, Boulangerie z bagietkami (te juz nie wszystkie w ogole smak maja) Zawsze mi sie podobal klimat takich sklepikow "Dzien dobry pani Kowalska, jak zdrówko" brzmi troche inaczej niz "Bonjour Madamme Maréchal, ça va bien?" Melodia tego języka jest inna, po prostu stworzona do pogaduszek. Akcentowanie, emocje, można modelowac jak się chce. A potem (zasłyszane dosłownie wczoraj ekspedientka ok 40 lat do klienta 2 razy starszego) : "Allez Monsieur Gouillot, a bientot!" w dosłownym tlumaczeniu moznaby przelozyc: "No idz juz Panie Gouillot, na razie!" :)
czwartek, 6 listopada 2008
Ciepło Zimno
Tak szpanowalam w Polsce "a u mnie we Francji to na krótki rękawek ciepło". Istotnie jak wyjezdzalam to tak bylo... Ale po tych 10 dniach zimno i pada i zimno i pada... Brrr!!!
Troche sie pozmienialo
Czysty kibel dla polowy pietra to nie tylko kwestia komfortu zalatwiania potrzeb fizjologicznych. To tez niepozbawianie przyjemnosci wracania do domu, bo przeciez przez kibel trzeba przejsc zeby dotrzec do naszego schowanego korytarzyka.
Niestety po wolnym na Halloween panią od sprzątania wciągnely jakies moce do Hadesu czy innego ciemnego lochu bo niebylo sprzatane juz chyba z tydzien...
Moj niewolnik z samochodem sie wyprowadzil, a ten z internetem ma teraz dziewczynę wiec bede miala na tyle przyzwoitosci i nie bede siedziec u niego na necie jak oni zajmują sie sobą.
Trzeba wiec sie przeorganizowac i znalezc sobie inne ofiary.
Tylko ceny sie nie zmienily...
Troche sie pozmienialo
Czysty kibel dla polowy pietra to nie tylko kwestia komfortu zalatwiania potrzeb fizjologicznych. To tez niepozbawianie przyjemnosci wracania do domu, bo przeciez przez kibel trzeba przejsc zeby dotrzec do naszego schowanego korytarzyka.
Niestety po wolnym na Halloween panią od sprzątania wciągnely jakies moce do Hadesu czy innego ciemnego lochu bo niebylo sprzatane juz chyba z tydzien...
Moj niewolnik z samochodem sie wyprowadzil, a ten z internetem ma teraz dziewczynę wiec bede miala na tyle przyzwoitosci i nie bede siedziec u niego na necie jak oni zajmują sie sobą.
Trzeba wiec sie przeorganizowac i znalezc sobie inne ofiary.
Tylko ceny sie nie zmienily...
Subskrybuj:
Posty (Atom)